Mąż miał jechać z kolegami na ryby, a wieczorem zobaczyłam go w transmisji na żywo z wesela mojej najlepszej przyjaciółki

— Nie ma mowy! — Kasia aż rozłożyła ręce. — Nie mogę iść na to wesele, Magda! Piotrek od miesiąca szykuje się na wyjazd z Wiktorem. Kupili nowe wędki, namiot, wszystko ustalili. Nie zawiodę go w ostatniej chwili.

— Ale to ślub Agnieszki! — Magda stuknęła kubkiem o stół. — Twojej najlepszej przyjaciółki jeszcze z liceum! Ona ci tego nie daruje. Jakie ryby?

— Dla Piotrka to świętość — westchnęła Kasia. — On tak rzadko gdzieś jedzie beze mnie. Całe lato o tym marzył, zbierał sprzęt. Nie mogę mu odebrać tej radości.

Kasia nerwowo poprawiła włosy. Ten dylemat gryzł ją od tygodnia. Z jednej strony wesele Agnieszki, przyjaciółki z dzieciństwa. Z drugiej — długo wyczekiwany męski wyjazd Piotrka. I wszystko w ten sam weekend.

— Może przyjadę sama? — zaproponowała niepewnie. — Wytłumaczę jej, chyba zrozumie.

— Oczywiście, zrozumie — prychnęła Magda. — A potem będziesz się tłumaczyć latami. Pamiętasz, jak się obraziła, kiedy nie przyszłaś na jej urodziny?

— Wtedy zapomniałam! Teraz mam prawdziwy powód.

— Tak, ryby — przeciągnęła złośliwie przyjaciółka. — Rób jak chcesz. Tylko potem nie narzekaj.

Rozmowa zostawiła w Kasi przykry osad. Do domu wracała zamyślona. Może powinna porozmawiać z Piotrkiem? Powiedzieć, jak ważny jest dla niej ten ślub? Ale on tak cieszył się na tę wyprawę…

Piotrek spotkał ją w przedpokoju i pomógł zdjąć płaszcz. Pachniał domową zupą i czymś jeszcze, ciepłym, znajomym.

— Kolacja gotowa — uśmiechnął się. — Zrobiłem twoją ulubioną sałatkę jarzynową. Jak było?

— Normalnie — Kasia cmoknęła go w policzek. — Widziałam się z Magdą. Pozdrawia.

Przy kolacji temat weekendu wrócił sam.

— Na pewno nie masz nic przeciwko, że jadę? — Piotrek spojrzał na nią uważnie. — Jeśli trzeba, mogę zostać.

— Nie, oczywiście, że nie — machnęła ręką. — Jedź, skoro umówiłeś się z Wiktorem.

— Na pewno? — wciąż się wahał. — Podobno tam słaby zasięg. Ale będę pisał, kiedy złapię sieć.

— Wszystko w porządku — uspokoiła go Kasia. — Baw się, łów ryby. A ja pojadę do Agnieszki, bo nie wypada nie przyjechać. Powiem, że jesteś na rybach.

Piotrek skinął głową, a w jego oczach mignęła ulga. Kasia uznała, że po prostu cieszy się z nadchodzącego wyjazdu.

W piątek rano w mieszkaniu zapanował chaos. Piotrek biegał między pokojami, pakował sprzęt i co chwilę dzwonił do Wiktora, żeby coś doprecyzować.

— Tylko nie zapomnij wędki, nasz wędkarzu — żartowała Kasia, patrząc, jak szuka latarki. — I dobrego brania.

— Dzięki, kochanie — objął ją. — Nie tęsknij. I przekaż Agnieszce życzenia.

— Przekażę — wtuliła nos w jego szyję. — Chociaż bez ciebie będzie mniej wesoło.

— Na pewno świetnie się pobawisz — pocałował ją w czoło. — Muszę iść. Wiktor czeka pod blokiem.

— Ugotujesz zupę rybną z połowu? — zapytała przy drzwiach.

— Jasne! — mrugnął. — Będzie uczta jak na Mazurach!

Gdy drzwi się zamknęły, Kasię nagle ogarnęła dziwna samotność. Trzy dni bez Piotrka. Rzadko się rozstawali, nawet po zakupy chodzili zwykle razem. Ale weekend miał szybko minąć. Zwłaszcza że następnego dnia czekało ją wesele.

Wieczorem zadzwoniła do Agnieszki i wyjaśniła sytuację. Panna młoda, ku jej uldze, przyjęła to spokojnie:

— Najważniejsze, że ty przyjedziesz. A Piotrka i tak rzadko widujemy, nic się nie stało.

— To do jutra — uśmiechnęła się Kasia. — Będziesz najpiękniejszą panną młodą.

Rano przyszła wiadomość od Piotrka: „Dojechaliśmy, rozbijamy namiot. Zasięgu prawie nie ma. Całuję, miłego dnia!”

Odpisała: „Połamania kija! Kocham”.

Wesele odbywało się w restauracji w centrum Warszawy. Kasia trochę się spóźniła, bo korki jak zawsze doprowadziły ją do granic cierpliwości. Kiedy weszła, ceremonia była już zakończona, a goście siadali przy stołach.

— Kasieńka! — Agnieszka w olśniewającej bieli rzuciła się ku niej. — Wreszcie! Już myślałam, że ty też nie przyjdziesz!

— Jak mogłabym? — Kasia mocno ją objęła. — Wyglądasz jak królowa. Michał ma szczęście.

— Dziękuję, kochana — Agnieszka promieniała. — Szkoda, że Piotrek nie mógł. Ale mężczyźni i ich ryby, święta sprawa.

— Przekazuje gratulacje — powiedziała Kasia. — Obiecał, że kiedyś to wynagrodzi.

Agnieszka zaprowadziła ją do stolika, gdzie siedzieli już wspólni znajomi: Magda z mężem, Aneta z chłopakiem, Paweł z nową partnerką. Spotkanie ze starymi przyjaciółmi osłodziło brak Piotrka. Toasty, żarty, tańce — atmosfera była ciepła i swojska.

— A gdzie twój? — zapytał Paweł, nachylając się do Kasi. — Naprawdę wybrał ryby zamiast takiej imprezy?

— Pojechał z Wiktorem — westchnęła. — Długo się szykowali, głupio było odwoływać.

— Ryby we wrześniu? — zdziwił się Paweł. — Chłodno już.

— Piotrek mówi, że jesienią lepiej biorą — wzruszyła ramionami Kasia. — Ja się na tym nie znam.

— Wędkarz pewnie wie — uśmiechnął się Paweł, choć spojrzenie miał dziwnie badawcze.

Wieczór nabierał tempa. Po części oficjalnej zaczęła się muzyka. Kasia, rozluźniona po szampanie, zauważyła, że kilku gości zebrało się wokół dziewczyny z telefonem.

— Marta robi live’a na Instagramie! — krzyknęła Magda. — Chodź, Kasia, przywitasz widzów.

Kasia podeszła akurat wtedy, gdy Marta mówiła:

— A oto Kasia, przyjaciółka panny młodej! Powiedz coś!

— Cześć wszystkim — uśmiechnęła się nieśmiało i pomachała do kamery. — Wesele jest świetne, szkoda tylko, że nie wszyscy mogli być…

— Pokażmy klimat! — Marta odwróciła telefon. — Ojej, a kto tam stoi przy barze? Piotrek?

Kasia spojrzała automatycznie. Przy ladzie stał mężczyzna łudząco podobny do jej męża. Ta sama postawa, znajoma koszula…

— Niemożliwe — zaśmiała się nerwowo. — Mój mąż jest na rybach.

— To na pewno on! — Marta przybliżyła obraz.

Na ekranie pojawiła się twarz Piotrka. Jej męża, który powinien siedzieć gdzieś nad jeziorem z wędką. Śmiał się, rozmawiał z nieznajomą dziewczyną i oboje wyglądali zdecydowanie zbyt swobodnie.

Kasi zrobiło się słabo. Zaszumiało jej w uszach, w piersi poczuła lodowaty ciężar. To musiała być pomyłka.

— Piotrek! — krzyknęła, a jej głos zabrzmiał nienaturalnie głośno.

Odwrócił się. Ich spojrzenia spotkały się i na jego twarzy odmalowało się przerażenie. Rzucił coś dziewczynie i ruszył do wyjścia.

Kasia, jak we mgle, poszła za nim, nie zauważając zdumionych spojrzeń.

— Kasiu, zaczekaj — Piotrek złapał ją w korytarzu. — Wszystko wyjaśnię.

— Wyjaśniaj — skrzyżowała ręce, starając się nie drżeć. — Dlaczego nie jesteś na rybach? Kim jest ta dziewczyna?

— To nie tak, jak myślisz — przeczesał włosy dłonią. — Szykowałem niespodziankę na naszą rocznicę.

— Niespodziankę? — spojrzała na niego z niedowierzaniem.

— Tak. Dogadałem się z Agnieszką i Michałem. Ćwiczyliśmy numer muzyczny, ja i ta dziewczyna. Ona jest wokalistką. Chciałem zaśpiewać ci na rocznicę. Dzisiaj była próba generalna przy ludziach.

— I do tego trzeba było kłamać o rybach?

— Gdybym powiedział, że idę na wesele bez ciebie, od razu byś coś podejrzewała — uśmiechnął się winowajczo. — Tak bardzo chciałem cię zaskoczyć…

— Boże — Kasia zakryła twarz rękami. — Jesteś idiotą.

— Wiem — objął ją ostrożnie. — Przepraszam.

W tym momencie z sali wyszła Agnieszka.

— Gdzie wy jesteście?! Piotrek, przecież mamy ćwiczyć!

— Ty też wiedziałaś? — Kasia odwróciła się do niej.

— No tak — przyjaciółka uśmiechnęła się z poczuciem winy. — To miało być romantyczne! Nie złościsz się?

Kasia popatrzyła na Piotrka. W jego oczach było szczere poczucie winy.

— Dobrze — westchnęła. — Ale chcę usłyszeć tę piosenkę TERAZ.

— Ale ja nie jestem gotowy! — jęknął Piotrek.

— Trudno — Kasia skrzyżowała ręce. — Śpiewaj, wędkarzu.

Pół godziny później Piotrek, czerwony jak burak, stał przed mikrofonem. Zabrzmiała ich weselna piosenka. Fałszował, gubił słowa, ale patrzył tylko na nią. I Kasia poczuła, jak jej serce powoli mięknie.

Kiedy skończył, podeszła i mocno go przytuliła.

— Idiota. Ale kocham cię.

— Nawet po tym? — przyciągnął ją do siebie.

— Właśnie po tym — uśmiechnęła się.

Później, w taksówce, Piotrek wciąż przepraszał.

— Za to mamy historię dla wnuków — roześmiała się Kasia. — „Jak dziadek uciekł na ryby, a babcia złapała go na Instagramie”.

— Brzmi jak serial w TVN — pocałował ją w czubek głowy. — Obiecuję, koniec z niespodziankami.

— O nie — mrugnęła. — Następnym razem po prostu wymyśl lepszą legendę. Ryby we wrześniu brzmią podejrzanie.

— Zapamiętam — kiwnął Piotrek. — A może… pojedziemy kiedyś na prawdziwe ryby? Wiktor zaprasza.

— Pod jednym warunkiem — Kasia uśmiechnęła się chytrze. — Zaśpiewasz mi przy ognisku. Bez podkładu.

Piotrek skrzywił się, ale się zgodził:

— Dobrze. Chociaż po moim śpiewie wszystkie ryby uciekną.

Roześmiali się oboje, a Kasia zrozumiała, że ta absurdalna historia tylko związała ich jeszcze mocniej.