— Piotr, proszę, pozwól mi odejść. Próbowaliśmy stworzyć rodzinę, ale wszystko się rozpadło. Po co dalej się ranić? Rozwieśmy się spokojnie.
— Akurat! — uśmiechnął się krzywo. — Możesz sobie marzyć. Nie wypuszczę cię. Jesteś moją żoną, ja twoim mężem, mamy dom. Źle ci się żyje? A może już mnie nie kochasz? Albo kogoś masz? Odpowiadaj, kiedy do ciebie mówię!
Anna siedziała na brzegu kanapy i nerwowo miętosiła róg koca. Po kolejnej awanturze z mężem chciała zniknąć, wyparować z jego życia raz na zawsze. Mogła się rozwieść, ale brakowało jej odwagi, by złożyć pozew. Dwa lata małżeństwa stały się koszmarem, a ostatnie pół roku było najgorsze. Piotr zamienił się w bezwzględnego pana domu, który codziennie wynajdywał nowy powód do pretensji.
Poranek zaczął się od czegoś pozornie niewinnego. Anna zamówiła sobie nowy krem do twarzy.
— Znowu wydajesz pieniądze na głupoty? — usłyszała, gdy wróciła z paczką.
Próbowała wyjaśnić, ale Piotr wcale jej nie słuchał.
— Ty w ogóle myślisz? O nas czy tylko o sobie, kochanie? Kremik ci potrzebny! Lepiej byłoby wydać te pieniądze na coś pożytecznego, na przykład pomóc moim rodzicom.
— Piotr, dlaczego od razu tak? Pracuję, mam własne pieniądze. I przecież zawsze pomagam twoim rodzicom, wiesz o tym.
— Pomagasz? Przelewasz im jakieś grosze! Im trzeba normalnej pomocy, rozumiesz? Jesteś egoistką, Anna. Wszystko, co zarobisz, wyrzucasz na słoiczki do twarzy!
Mówił ostro, a jego oczy ciskały gniewem. Anna nie wytrzymała i rozpłakała się. Piotr, jak zawsze, trzasnął drzwiami, zostawiając ją samą ze łzami i poczuciem bezsilności. Zawsze tak robił: najpierw doprowadzał ją do rozpaczy, a potem wychodził.
Anna dobrze pamiętała, jak to się zaczęło. Piotr wydawał się idealny: uważny, czuły, opiekuńczy. Z czasem jednak coś się zmieniło. A może wcześniej po prostu nie chciała widzieć jego prawdziwej twarzy?
Wieczorem Piotr wrócił. Anna siedziała w kuchni i piła herbatę.
— Znowu płakałaś? — zapytał, nawet na nią nie patrząc.
— Obraziłem cię? Sama jesteś winna. Myśl, co robisz.
— A co robię nie tak? — spytała cicho.
— Wszystko! W ogóle się nie starasz. Ja pracuję, męczę się, a ty? Pół dnia przy klawiaturze, pół dnia w domu!
— Ja też pracuję, i wcale nie mniej od ciebie — odpowiedziała Anna, lecz natychmiast tego pożałowała.
— Co to za praca? Zarabiasz grosze! To ja utrzymuję rodzinę. Doceniaj mnie, Anna. Przez całe małżeństwo nawet porządnego „dziękuję” od ciebie nie usłyszałem. A zasłużyłem!
— Doceniam cię, Piotr… Ale to nie daje ci prawa, żeby tak do mnie mówić.
— A jak mam mówić? Wiecznie jesteś niezadowolona, ciągle ryczysz! Robisz ze mnie potwora!
— Piotr, to ty jesteś ciągle niezadowolony. Boję się odezwać, boję się coś kupić, boję się odpocząć. Po obiedzie nie mogę się położyć, bo jeśli się dowiesz, zaraz zaczniesz krzyczeć. Nie mam nerwów ze stali, ja już naprawdę nie panuję nad sobą…
— Och, przestań jęczeć! Wiecznie udajesz ofiarę. Niedobrze mi się robi.
W jego głosie brzmiała odraza, która bolała Annę bardziej niż krzyk.
— Nie rozumiem, dlaczego tak mnie traktujesz — wyszeptała. — Co mam zrobić?
— Rób wszystko jak należy, nie doprowadzaj mnie do szału i będzie dobrze.
Anna spojrzała mu w oczy. Nie było w nich już ciepła ani miłości. Zostały tylko chłód i irytacja.
— Może porozmawiamy? — zaproponowała. — Może pójdziemy do terapeuty małżeńskiego?
— Terapeuty? To ty idź do specjalisty, bo jesteś nienormalna — odciął Piotr. — Wszystko sobie wymyślasz.
Te słowa ostatecznie przekonały Annę, że pora odejść. Piotr zjadł szybko kolację i włączył telewizor, a ona wyjęła stary notes i zaczęła planować ucieczkę. Musiała przemyśleć każdy drobiazg.
Następnego dnia wyszła z domu wcześniej niż zwykle. W małej kawiarni zamówiła kawę, otworzyła notes i zapisała:
„Krok pierwszy: znaleźć dodatkową pracę na część etatu i zarabiać więcej niż teraz. Krok drugi: wynająć mały pokój. Krok trzeci: spakować rzeczy. Krok czwarty…”
— Anna? — odezwał się znajomy głos.
Podniosła oczy i zobaczyła dawną koleżankę ze szkoły, Katarzynę.
— Kasia! Co za niespodzianka! — zawołała Anna.
— Ile lat się nie widziałyśmy — uśmiechnęła się Katarzyna. — Co tu robisz? Pracujesz gdzieś obok?
— Nie, tylko weszłam pomyśleć — odpowiedziała wymijająco.
— Co się stało? Nie wyglądasz najlepiej. Źle się czujesz?
Anna od dawna nie słyszała troski w czyimś głosie, więc nagle pękła.
— Kasiu, wszystko jest okropne. Mąż mnie niszczy, ciągle krytykuje, poniża. Już nie mogę. Boję się, bo w kłótniach czasem mnie szarpie.
Katarzyna słuchała i nie przerywała.
— Chcę od niego odejść — mówiła dalej Anna — ale się boję. Nie wiem, od czego zacząć. Jak mam żyć dalej?
— Aniu, uciekaj. Nie zostawię cię samej. Przyjedziesz do mnie, pomieszkasz jakiś czas. Pamiętasz adres? Są też bezpłatne konsultacje psychologiczne dla kobiet, które doświadczają przemocy domowej.
— Nawet nie wiedziałam, że coś takiego istnieje — przyznała Anna.
— Teraz już wiesz. Najważniejsze, żebyś uwierzyła w siebie. Jesteś silna, poradzisz sobie.
Po tej rozmowie spędziły razem jeszcze kilka godzin i Anna wyglądała już inaczej. Strach nie zniknął, ale pojawiło się coś, czego dawno nie czuła: odrobina nadziei.
Wieczorem wróciła do mieszkania. Piotr siedział w fotelu, wpatrzony w telewizor.
— Gdzie byłaś? — zapytał, nie odwracając się.
— Na spacerze — odpowiedziała Anna.
— Za często spacerujesz. Kochanka sobie znalazłaś?
W piersi Anny zrobiło się lodowato.
— Co ty mówisz? — oburzyła się.
— A co? Nie zdziwiłbym się. Sprytna jesteś.
— Piotr, wystarczy — powiedziała zmęczona. — Nie chcę już tego słuchać.
— A czego chcesz słuchać? Komplementów?
Anna wzięła głęboki oddech, próbując zachować spokój.
— Piotr, musimy porozmawiać.
— O czym? O twoich zdradach?
— Nie. O nas. O naszym małżeństwie.
— I co chcesz powiedzieć?
— Chcę rozwodu.
Piotr spojrzał na nią z niedowierzaniem.
— Co powiedziałaś?
— Powiedziałam, że chcę się rozwieść. Nie mogę już tak żyć. Ciągle mnie poniżasz, krytykujesz. Jestem przy tobie nieszczęśliwa.
— Zwariowałaś! Rozwód? Kim ty jesteś beze mnie? Nikim! Powinnaś być wdzięczna, że z tobą mieszkam.
— Nie jestem nikomu nic winna. Chcę być szczęśliwa.
— Szczęśliwa? Myślisz, że będziesz szczęśliwa beze mnie? Mylisz się. Nikt cię nie potrzebuje. Rozumiesz?
Anna milczała. Nie chciała już walczyć słowami. Wszystko było postanowione.

— Jutro odchodzę — powiedziała spokojnie.
— Dokąd pójdziesz? — krzyknął Piotr. — Gdzie będziesz mieszkać? Przecież jesteś bez grosza!
— To nie twoja sprawa. Poradzę sobie.
— Nie dam ci żyć! — ryknął. — Znajdę cię i sprawię, że pożałujesz, że się urodziłaś! Niewdzięczna! Wszystko ci dałem, wyciągnąłem cię na ludzi, a ty!
Anna nie odpowiedziała. Odwróciła się i poszła do sypialni, żeby pakować rzeczy.
Rano obudziła się wcześnie, umyła, ubrała i weszła do kuchni. Piotr siedział już przy stole i pił kawę.
— Nigdzie nie pójdziesz — powiedział. — Nawet nie próbuj uciekać, kiedy będę w pracy.
— Już zdecydowałam — odparła.

— Nie pozwolę ci!
— Dość, Piotr…
— Ty mnie nie słyszysz?!
Piotr wstał i podszedł do niej. Anna przestraszyła się.
— Nie podchodź — poprosiła. — Piotr, odejdź!
Popchnął ją na ścianę. Anna uderzyła głową i upadła na podłogę. Jego pięść spadła na jej twarz. Zamknęła oczy, przygotowując się na najgorsze.
Wkrótce jej krzyki usłyszeli sąsiedzi z klatki. Wezwana przez nich policja weszła do mieszkania. Annę zabrano do szpitala, gdzie udzielono jej pomocy. Po wypisie od razu złożyła pozew rozwodowy. Ich małżeństwo zakończyło się całkowitą katastrofą.