Do teściowej już więcej nie pojadę — skoro tak bardzo trzeba pomóc, jedź sam i jeszcze zabierz ze sobą własną siostrę

Do teściowej już więcej nie pojadę.

Nie mam zamiaru znów jechać do twojej matki. Skoro trzeba, pojedź sam, a przy okazji weź ze sobą swoją siostrę.

Katarzyna po raz pierwszy powiedziała mężowi wprost, że więcej nie będzie tego znosić.

— Kasia, to ja, otwórz!

Dźwięk domofonu przeciął ciszę w mieszkaniu tak nagle, że Katarzyna aż drgnęła. Odłożyła ścierkę, wytarła dłonie o fartuch i nacisnęła przycisk. Teściowa. Akurat w jej jedyny wolny dzień, kiedy Zosia była w przedszkolu i można było spokojnie doprowadzić mieszkanie do porządku.

Teresa weszła zdyszana, ściskając w ręku reklamówkę.

— Byłam w przychodni na badaniach. Pomyślałam, że zajdę i coś wam podrzucę. Proszę, dla Zosieńki konfitura malinowa. Ona tak ją lubi.

— Dziękuję — powiedziała Katarzyna, odstawiając słoik na półkę. — Proszę wejść, zaraz zrobię herbatę.

— Ja tylko na chwilkę.

Ta „chwilka” przeciągnęła się prawie do godziny.

Teściowa rozsiadła się w kuchni, sączyła herbatę i opowiadała o ciśnieniu, o sąsiadce, która znowu wyprowadza psa bez smyczy, i o Magdzie, która dzwoniła z Gdańska, skarżąc się na szefa.

Katarzyna potakiwała, dolewała herbaty i co jakiś czas zerkała w stronę wiadra z wodą stojącego w przedpokoju. Połowa mieszkania wciąż czekała na sprzątanie.

— Czemu ty taka zmęczona jesteś? — zmrużyła oczy Teresa. — Blada jakaś.

— Nic takiego. Dopiero zaczęłam sprzątać.

— Aha, rozumiem. Dobra z ciebie gospodyni.

Teresa upiła łyk herbaty i zamilkła. Katarzyna znała już tę ciszę. Za moment miała paść prawdziwa sprawa.

— Kasiu, przyjedźcie w ten weekend. Kupiłam tapety, bo w sypialni już całkiem odchodzą od ściany. Piotrek mi pomoże przykleić.

Katarzyna mocniej zacisnęła palce na kubku. Podobnych próśb słuchała od pięciu lat.

— Powiem Piotrkowi, jak wróci.

— No to ustalone.

Teściowa dopiła herbatę, cmoknęła ją w oba policzki i wyszła zadowolona. Słoik z konfiturą został na półce jak dowód zawartej umowy.

Wieczorem Katarzyna zatrzymała Piotra już w przedpokoju.

— Była twoja mama. Zaprasza nas w sobotę. Trzeba kłaść tapety.

— Skoro trzeba, to pojedziemy — wzruszył ramionami. — Co w tym trudnego?

— Powiedziała, że tylko tapety.

Piotr nie usłyszał ironii. Wszedł do kuchni i otworzył lodówkę.

— W pół dnia się wyrobimy. Mama jest sama, trzeba jej pomóc. A Zosia przynajmniej pobawi się na świeżym powietrzu.

W sobotę już o ósmej rano siedzieli w samochodzie. Zosia marudziła, bo obudzono ją zbyt wcześnie. Piotr włączył radio i wystukiwał rytm palcami na kierownicy.

Po czterdziestu minutach byli już pod Warszawą.

Teresa czekała na nich przy furtce.

— No nareszcie! Już wypatrywałam. Wchodźcie, upiekłam ciasto.

Usiedli przy stole. Zosia zajadała ciasto, Piotr pił herbatę, a teściowa wypytywała o pracę i przedszkole.

Katarzyna czekała. Wiedziała, że zaraz się zacznie.

I rzeczywiście, Teresa wyjęła złożoną kartkę.

— Piotrusiu, tapety w sypialni. Potem zobacz jeszcze płot przy malinach, bo deski się ruszają. I na werandzie coś skrzypi.

Piotr spokojnie kiwał głową.

— A ty, Kasiu, pomożesz mi w domu. Okna dawno niemyte, a porządnego sprzątania też tu nikt nie robił.

— Babciu, a ja? — spytała Zosia.

— Zosiu, słoneczko, włączę ci bajkę. Mama z babcią trochę popracują.

Godzinę później Katarzyna myła podłogi.

Potem okna.

Potem kuchenkę, lodówkę i szafki.

Teresa głównie siedziała i wydawała polecenia.

— Sama bym to zrobiła, ale ręce mnie bolą, no i krzyż ciągnie…

Do obiadu Katarzyna ledwo trzymała się na nogach.

Piotr skończył tapetowanie, naprawił płot, a potem usiadł na werandzie z telefonem.

Pojawił się sąsiad.

Usiedli razem, włączyli mecz, otworzyli piwo.

Katarzyna stała przy oknie, szorowała szybę i patrzyła na nich przez szkło.

Do domu ruszyli dopiero około dziewiątej wieczorem.

Prowadziła Katarzyna.

Piotr spał, bo wypił piwo.

Zosia na tylnym siedzeniu też zasnęła.

Dłonie Katarzyny pachniały chlorem, a plecy bolały tak, jakby zaraz miały pęknąć.

— Czemu nic nie mówisz? — zapytał Piotr półprzytomnie.

— Jestem zmęczona.

— Jutro odpoczniesz. Najważniejsze, że pomogliśmy mamie.

W poniedziałek w pracy jej koleżanka Ewa spytała:

— Wy naprawdę każdą sobotę harujecie u twojej teściowej?

— No… ona prosi.

— A jej córka?

— Mieszka w Gdańsku.

Ewa parsknęła śmiechem.

— Wygodnie. Córka w Gdańsku, a ty blisko, więc możesz robić za wszystkich.

Katarzyna milczała.

— A Piotr?

— Kładzie tapety, a potem pije piwo z sąsiadem.

Ewa pokręciła głową.

— To nie jest pomoc. To już system.

Tydzień później wszystko zaczęło się od nowa.

— W sobotę pojedziemy do mamy — powiedział Piotr. — Pomidory dojrzały.

Katarzyna ścisnęła łyżkę.

— Znowu?

I wtedy po raz pierwszy powiedziała:

— Ja więcej do twojej matki nie pojadę.

Piotr uniósł wzrok, kompletnie zaskoczony.

— Jak to?

— Tak. Jestem zmęczona. Pięć lat, każda sobota. Słoiki, sprzątanie, praca. Wystarczy.

— Niech Marta przyjedzie i pomoże.

— Przecież ona daleko mieszka.

— A ja mieszkam blisko, więc mam obowiązek?

W sobotę Piotr pojechał sam.

Wieczorem wrócił wykończony.

— Ciężko było — przyznał.

— Teraz rozumiesz, jak ja się czułam?

Skinął głową.

— Przepraszam.

Katarzyna usiadła obok niego.

— Ja nie jestem przeciwna pomaganiu. Ale nie co sobotę. I nie wtedy, kiedy robi się z tego mój obowiązek.

Teściowa przez kilka tygodni nie dzwoniła.

Piotr czasem jeździł sam.

A Katarzyna wreszcie odzyskała prawdziwe weekendy.

I po raz pierwszy od wielu lat zrozumiała coś bardzo ważnego:

Najtrudniejsze wcale nie jest pracować.

Najtrudniejsze jest powiedzieć: „dość”.

A wy jak uważacie?

Czy synowa zawsze powinna pomagać teściowej, jeśli z pomocy robi się już obowiązek?