Mąż przysiągł, że jedzie z kolegami na ryby, a wieczorem zobaczyłam go w relacji na żywo ze ślubu mojej przyjaciółki

— Nie ma mowy! — Kasia rozłożyła ręce. — Anka, ja nie pójdę z Pawłem na ten ślub. On od miesiąca szykuje wyjazd nad jezioro z Markiem. Kupili spinningi, namiot, pół mieszkania mam w sprzęcie. Nie mogę mu tego odwołać dzień przed.

— Ale to ślub Magdy! — Anka stuknęła filiżanką o stół. — Twojej najlepszej przyjaciółki z liceum. Ona ci tego nie daruje. Jakie ryby, na litość boską?

— Dla Pawła to święto — westchnęła Kasia. — On prawie nigdzie nie jeździ beze mnie. Całe lato o tym marzył, zbierał przynęty. Jak mam mu teraz odebrać tę radość?

Kasia nerwowo poprawiła włosy. Ten dylemat gryzł ją od tygodnia. Z jednej strony ślub Magdy, przyjaciółki z dawnych lat. Z drugiej — wymarzony „męski wypad” Pawła. I wszystko w ten sam weekend.

— Może pojadę sama? — zaproponowała niepewnie. — Wyjaśnię jej, chyba zrozumie.

— Jasne, zrozumie — prychnęła Anka. — A potem będziesz to odpracowywać latami. Pamiętasz, jak się obraziła, kiedy nie przyszłaś na jej urodziny?

— Wtedy zapomniałam! A teraz mam poważny powód.

— Aha, wędkę — przeciągnęła złośliwie przyjaciółka. — Rób, jak chcesz. Tylko potem nie narzekaj.

Po tej rozmowie Kasia wracała do domu z nieprzyjemnym ciężarem w środku. Może jednak powinna porozmawiać z Pawłem? Powiedzieć, jak ważny jest dla niej ten dzień? Tylko że on tak cieszył się na wyjazd…

Paweł czekał w przedpokoju i pomógł jej zdjąć płaszcz. Pachniał barszczem i czymś ciepłym, domowym.

— Kolacja gotowa — uśmiechnął się. — Zrobiłem twoją ulubioną sałatkę jarzynową. Jak dzień?

— Normalnie — Kasia cmoknęła go w policzek. — Widziałam się z Anką. Pozdrawia cię.

Przy kolacji temat weekendu wrócił sam.

— Na pewno nie masz nic przeciwko temu, że jadę? — Paweł spojrzał uważnie. — Jeśli trzeba, mogę zostać.

— Nie, skąd — machnęła ręką Kasia. — Jedź, skoro umówiłeś się z Markiem.

— Na pewno? Podobno tam zasięg jest słaby. Ale będę pisał, jak złapię sieć.

— Wszystko dobrze — uspokoiła go. — Odpocznij, łów ryby. A ja pojadę do Magdy, bo głupio nie pojechać. Powiem, że jesteś na rybach.

Paweł skinął głową, a w jego oczach mignęła ulga. Kasia uznała, że to radość z długo wyczekiwanej wyprawy.

W piątek rano w mieszkaniu zapanował chaos. Paweł biegał z pokoju do pokoju, pakował torby, sprawdzał sprzęt i co chwilę dzwonił do Marka, żeby ustalić szczegóły.

— Tylko wędki nie zapomnij, nasz wielki wędkarzu — droczyła się Kasia, kiedy szukał latarki. — I dobrego brania.

— Dzięki, kochanie — objął ją. — Nie tęsknij. I złóż Magdzie życzenia ode mnie.

— Złożę — wtuliła twarz w jego szyję. — Chociaż bez ciebie będzie mniej wesoło.

— Na pewno świetnie się pobawisz — pocałował ją w czoło. — Muszę lecieć. Marek już czeka pod blokiem.

— Ugotujesz zupę rybną z połowu? — spytała przy drzwiach.

— Jasne! — mrugnął. — Będzie uczta jak u króla!

Kiedy drzwi się zamknęły, Kasię przykryło dziwne osamotnienie. Trzy dni bez Pawła. Rzadko się rozstawali, nawet po zakupy zwykle chodzili razem. Ale weekend minie szybko. Zwłaszcza że następnego dnia był ślub.

Wieczorem zadzwoniła do Magdy i wyjaśniła sytuację. Przyjaciółka, na szczęście, przyjęła to spokojnie:

— Najważniejsze, że ty będziesz. Pawła i tak rzadko widujemy, więc nic się nie stało.

— To do jutra — uśmiechnęła się Kasia. — Będziesz najpiękniejszą panną młodą.

Rano przyszła wiadomość od Pawła: „Dojechaliśmy, rozstawiamy namiot. Zasięgu prawie nie ma. Całuję, miłego dnia!”

Odpisała: „Połamania kija! Kocham”.

Wesele odbywało się w restauracji w centrum Warszawy. Kasia trochę się spóźniła, bo korki jak zwykle doprowadziły ją do szału. Gdy weszła, ceremonia była już po wszystkim, a goście siadali przy stołach.

— Kaśka! — Magda w olśniewającej bieli rzuciła się do niej. — Wreszcie! Już myślałam, że ty też nie przyjedziesz!

— Jak mogłabym? — Kasia mocno ją objęła. — Wyglądasz jak królowa. Tomek ma szczęście.

— Dziękuję, kochana — Magda aż promieniała. — Szkoda, że Paweł nie dał rady. Ale wiadomo, faceci i ryby to świętość.

— Przekazuje gratulacje — powiedziała Kasia. — Obiecał, że kiedyś odkupi winę.

Magda zaprowadziła ją do stołu, gdzie siedzieli już dawni znajomi: Anka z mężem, Beata z chłopakiem, Krzysiek z nową sympatią. Spotkanie z paczką osłodziło brak Pawła. Toasty, żarty, tańce — atmosfera była ciepła i swojska.

— A twój gdzie? — zapytał Krzysiek, pochylając się do Kasi. — Naprawdę wybrał ryby zamiast takiej imprezy?

— Pojechał z Markiem — westchnęła. — Od dawna planowali, głupio było odwołać.

— Ryby we wrześniu? — zdziwił się Krzysiek. — Przecież już chłodno.

— Paweł mówi, że jesienią najlepiej biorą — wzruszyła ramionami. — Ja się na tym nie znam.

— Wędkarz pewnie wie — uśmiechnął się Krzysiek, ale spojrzał na nią jakoś dziwnie.

Wieczór się rozkręcał. Po bankiecie zaczęła się dyskoteka. Szampan rozluźnił Kasię, gdy zauważyła, że kilku gości zebrało się wokół dziewczyny z telefonem.

— Ola robi relację na Instagramie! — zawołała Anka. — Chodź, Kaśka, pokażesz się widzom.

Kasia podeszła, kiedy Ola komentowała:

— A oto Kasia, przyjaciółka panny młodej! Powiedz coś!

— Cześć wszystkim — uśmiechnęła się nieśmiało i pomachała. — Wesele jest cudowne, szkoda, że nie wszyscy mogli…

— Pokażmy klimat! — Ola obróciła telefon. — Ojej, a kto stoi przy barze? Czy to nie Paweł?

Kasia automatycznie spojrzała w tamtą stronę. Przy ladzie naprawdę stał mężczyzna łudząco podobny do Pawła. Ta sama postawa, ta sama znajoma koszula.

— Niemożliwe — zaśmiała się nerwowo. — Mój mąż jest na rybach.

— To na pewno on! — Ola przybliżyła obraz.

Na ekranie zobaczyła twarz Pawła, swojego męża, który powinien siedzieć gdzieś nad jeziorem z wędką. Śmiał się, mówił coś do nieznajomej kobiety, a między nimi było zbyt dużo swobody.

Kasi zrobiło się słabo. W uszach zaszumiało, w piersi osiadł lodowaty ciężar. To pomyłka. To musi być pomyłka…

— Paweł! — krzyknęła tak głośno, że sama nie poznała własnego głosu.

Odwrócił się. Ich spojrzenia spotkały się na sekundę. Na jego twarzy pojawiło się przerażenie. Rzucił coś szybko tamtej dziewczynie i ruszył do wyjścia.

Kasia poszła za nim jak we śnie, nie widząc zdziwionych twarzy ani szeptów za plecami.

— Kaśka, poczekaj — Paweł zatrzymał ją w korytarzu. — Wszystko ci wyjaśnię.

— Wyjaśniaj — skrzyżowała ręce, próbując nie drżeć. — Dlaczego nie jesteś nad jeziorem? I kim ona jest?

— To nie tak, jak myślisz — przeczesał włosy dłonią. — Szykowałem niespodziankę na naszą rocznicę.

— Niespodziankę? — spojrzała na niego z niedowierzaniem.

— Tak. Umówiłem się z Magdą i Tomkiem. Ćwiczyliśmy numer muzyczny, ja i ta dziewczyna. Ona jest wokalistką. Chciałem zaśpiewać ci na rocznicę. Dzisiaj była próba generalna przed ludźmi.

— I po to trzeba było kłamać o rybach?

— Gdybym powiedział, że idę na wesele bez ciebie, od razu coś byś podejrzewała — uśmiechnął się winowajczo. — A ja tak bardzo chciałem cię zaskoczyć…

— Boże — Kasia zakryła twarz dłońmi. — Jesteś idiotą.

— Wiem — objął ją ostrożnie. — Przepraszam.

W tym momencie z sali wyszła Magda.

— Gdzie wy jesteście?! Paweł, przecież mieliśmy jeszcze ćwiczyć!

— Ty też wiedziałaś? — Kasia odwróciła się do niej.

— No tak — przyjaciółka uśmiechnęła się przepraszająco. — To miało być romantyczne. Nie złościsz się?

Kasia popatrzyła na Pawła. W jego oczach było szczere poczucie winy.

— Dobrze — westchnęła. — Ale chcę usłyszeć tę piosenkę TERAZ.

— Ale ja nie jestem gotowy! — jęknął Paweł.

— Nieważne — Kasia skrzyżowała ręce. — Śpiewaj, wędkarzu.

Pół godziny później Paweł, czerwony jak burak, stał przy mikrofonie. Zabrzmiała piosenka z ich wesela. Fałszował, mylił słowa, gubił rytm, ale patrzył tylko na nią. I Kasia poczuła, jak jej serce powoli mięknie.

Kiedy piosenka się skończyła, podeszła i mocno go objęła.

— Idiota. Ale kocham cię.

— Nawet po czymś takim? — przytulił ją do siebie.

— Właśnie po czymś takim — uśmiechnęła się.

Później, w taksówce, Paweł nadal przepraszał.

— Za to mamy historię dla wnuków — roześmiała się Kasia. — „Jak dziadek uciekł na ryby, a babcia złapała go na Instagramie”.

— Brzmi jak serial z TVN — pocałował ją w czubek głowy. — Obiecuję, żadnych więcej niespodzianek.

— O nie — mrugnęła. — Po prostu następnym razem wymyśl lepszą legendę. Ryby we wrześniu są podejrzane.

— Zapamiętam — skinął głową. — A może naprawdę pojedziemy kiedyś na ryby? Marek zaprasza.

— Pod jednym warunkiem — Kasia uśmiechnęła się chytrze. — Zaśpiewasz mi przy ognisku. Bez podkładu.

Paweł skrzywił się, ale się zgodził:

— Dobrze. Chociaż po moim śpiewie ryby uciekną na drugi brzeg.

Oboje się roześmiali, a Kasia zrozumiała, że ta głupia historia tylko mocniej ich ze sobą związała.