„Jestem w ciąży z twoim narzeczonym” — najlepsza przyjaciółka wykrzyczała to podczas wieczoru panieńskiego i w jednej chwili rozbiła szczęście panny młodej

— Jestem w ciąży z twoim narzeczonym — powiedziała najlepsza przyjaciółka podczas wieczoru panieńskiego.

— Oszalałaś? Ta suknia kosztuje tyle, co używany maluch! — Iwona wpatrywała się w przyjaciółkę, nie wierząc metce.

— Nie, to ty oszalałaś, jeśli naprawdę myślisz, że pójdę do ślubu w czymś, co odbierze Piotrowi oddech! — Marta obracała się przed lustrem, przytrzymując tren. — Ślub ma się raz w życiu!

— Oby — mruknęła Iwona, znów zerkając na cenę. — Ale, Marta, poważnie, po co aż taki wydatek? Piotr kocha ciebie, nie tę zasłonę.

Marta nagle przestała się uśmiechać. Jej twarz stężała, a spojrzenie zrobiło się ciężkie.

— Kiedy traci się rodziców, zaczyna się rozumieć, ile warte są takie chwile. Chcę, żeby ten dzień był doskonały. Żeby mama i tata, jeśli gdzieś tam patrzą, mogli być ze mnie dumni.

Iwonie od razu zrobiło się wstyd. Rodzice Marty zginęli w wypadku samochodowym trzy lata wcześniej, a ona od tamtej pory ukrywała ból pod szerokim uśmiechem i udawaną lekkością.

— Wybacz — powiedziała Iwona, podeszła i objęła ją ostrożnie, żeby nie pognieść drogiej sukni. — Jeśli właśnie tej potrzebujesz, to znaczy, że jest warta swojej ceny.

— Najzabawniejsze jest to — Marta uśmiechnęła się krzywo, odgarniając niesforny kosmyk — że Piotr sam zaproponował, żeby wziąć pieniądze z naszego „funduszu na podróże”. Powiedział, że Kraków nie ucieknie, a idealna suknia zdarza się raz.

Iwona uśmiechnęła się, przypominając sobie Piotra: wysokiego, opanowanego mężczyznę o dobrych oczach i nieco nieśmiałym uśmiechu. Byli jak dwie strony jednej monety. Ona była żywiołowa, jasna, porywcza; on spokojny i rozsądny.

— Iwonka, ja jestem taka szczęśliwa — szepnęła Marta, kiedy ekspedientka poszła po welon. — Czasem trudno mi uwierzyć, że Piotr to najlepsze, co mnie spotkało.

— Zaraz po mnie, oczywiście — podroczyła się Iwona, a Marta tylko parsknęła śmiechem.

— Oczywiście! A skoro już o szczęściu mowa, omówimy panieński? Zostały dwa tygodnie.

— Wszystko załatwione — zapewniła ją Iwona, bo to ona wzięła organizację na siebie. — Domek za miastem, basen, sauna, karaoke i siedem przyjaciółek. Żadnych striptizerów, tak jak prosiłaś.

— A szkoda — Marta puściła do niej oko. — Ewa miałaby czego żałować, bo po rozwodzie nadal szuka światełka w tunelu.

— Dla Ewy mam osobną niespodziankę — odparła Iwona z uśmiechem.

Sprzedawczyni wróciła z koronkowym welonem i rozmowa natychmiast zeszła na jego długość, sposób upięcia.

Iwona wróciła do domu zmęczona, ale zadowolona. Marta ostatecznie wybrała suknię i dodatki, więc do dopięcia zostały tylko ostatnie ślubne drobiazgi. Leżąc później w gorącej kąpieli, Iwona myślała już o wieczorze panieńskim na weekend.

Kiedy wyszła z łazienki, usłyszała dźwięk wiadomości. Agata, jedna z przyjaciółek, pisała, że nie da rady przyjechać, bo jej syn dostał gorączki.

— Szkoda — westchnęła Iwona i odpisała, żeby mały szybko wracał do zdrowia. Przeczucie podpowiadało jej, że to nie koniec odmów.

Rano zadzwoniła Sylwia. Przepraszała, że nie uda jej się wyrwać z pracy.

— Nie martw się — uspokoiła ją Iwona. — Najważniejsze, żebyśmy wszystkie były na ślubie.

Do piątkowego wieczoru, gdy Iwona ruszyła starym żukiem pełnym jedzenia i toreb, z siedmiu zaproszonych dziewczyn zostały tylko cztery: ona, Ewa, Kasia i Weronika. Marta jednak nie wyglądała na rozczarowaną.

— Mniej ludzi, więcej powietrza — oznajmiła, siadając obok Iwony z przodu. — I więcej szampana na głowę!

Rozwiedziona Ewa zdążyła już otworzyć butelkę musującego wina i nalewała je do plastikowych kubeczków.

— Za pannę młodą! — zawołała. — Za najpiękniejszą, najszczęśliwszą i najbardziej fartowną!

— I za jej cudownego narzeczonego! — dodała Kasia, która pracowała z Piotrem w budowlance. — Każda kobieta miałaby szczęście, gdyby trafiła na takiego faceta.

— Mnie się nie trafiło — westchnęła Ewa. — Mój były okazał się draniem.

— Nie wszyscy mężczyźni są tacy sami — powiedziała łagodnie Iwona. — Piotr taki nie jest.

— Dokładnie — podchwyciła Marta. — Czasami mam wrażenie, że wcale na niego nie zasługuję. Wczoraj wróciłam do domu, a on już zrobił kolację, zapalił świece, otworzył wino. I powiedział: „Tyle się namęczyłaś przy tym ślubie, teraz odpocznij”.

— To jest facet — rzuciła Weronika z lekką zazdrością. — Mój nawet jajecznicę potrafi zepsuć.

Rozmowa popłynęła w stronę męskich zalet i wad, a kiedy stary żuk podjechał pod nieduży piętrowy domek nad jeziorem, szampan był prawie wypity, a nastrój lekki.

Domek wynajęty przez Iwonę okazał się przestronny i przytulny. Na dole była kuchnia z salonem i tarasem z podgrzewaną balią; na górze trzy sypialnie i sauna.

— Nie wierzę! — zachwyciła się Marta, rozglądając się po wnętrzu. — Przeszłaś samą siebie, dziewczyno!

Iwona uśmiechnęła się z dumą. Prawie miesiąc szukała miejsca na panieński: z naturą, wodą, grillem i pełną prywatnością.

Wieczór zaczął się od wspólnego gotowania. Sałatki, mięso na grilla, pieczone ziemniaki. Ewa była dziwnie cicha i co chwilę sprawdzała telefon.

— Stało się coś? — spytała Iwona półgłosem, kiedy pozostałe dziewczyny wyszły na taras, żeby przygotować stół.

Ewa drgnęła.

— Nie, dobrze. Jestem zmęczona. W pracy młyn, dziecko marudzi.

— Gdybyś chciała pogadać, jestem — Iwona ścisnęła jej dłoń i dostała słaby uśmiech.

Podczas kolacji na tarasie nastrój się poprawił. Otwierano kolejne butelki, wracały historie ze studiów. Marta, zarumieniona od wina, promieniała szczęściem.

— Pamiętacie nasze pierwsze spotkanie? — spytała, obejmując wzrokiem przyjaciółki. — Pierwszy rok, akademik. Wchodzę do pokoju, a tam Iwona z gitarą, Kasia z ogromnym pluszowym misiem…

— I ja z trzema walizkami ciuchów! — roześmiała się Ewa. — Myślałyśmy, że jesteś jakąś księżniczką z dobrego domu.

— A okazało się, że po prostu kocha zakupy — dorzuciła Iwona.

— Za to dzięki garderobie Ewy zawsze chodziłyśmy na randki w innych rzeczach — wtrąciła Kasia. — Pamiętacie nasz system wymiany?

Wieczór płynął dalej wśród wspomnień, śmiechu i żartów. Później Iwona włączyła muzykę, Kasia wyjęła talię kart i zaproponowała „prawdę albo wyzwanie”.

— Lepiej zagrajmy w „nigdy przenigdy” — powiedziała Marta. — Jak za dawnych czasów.

Gra szła lekko. „Nigdy nie całowałam się z dziewczyną” — Kasia i Weronika upiły po łyku. „Nigdy niczego nie ukradłam w sklepie” — przyznała się Ewa. „Nigdy nie marzyłam o ślubie” — nawet Iwona musiała się napić.

Pytania stawały się coraz odważniejsze. Przy którymś kolejnym „nigdy przenigdy” Ewa nagle rozpłakała się i śmiech urwał się od razu.

— Ewka, co ci jest? — Marta przysunęła się do niej przestraszona. — To tylko gra.

— Przepraszam — wyszlochała Ewa. — Ja już nie mogę…

— Może wystarczy alkoholu? — ostrożnie zaproponowała Weronika.

— Nie! — Ewa odsunęła ją ręką. — Muszę powiedzieć prawdę. Nie mogę milczeć!

W pokoju zapadła cisza tak nagła, że słychać było trzask drewna w kominku. Ewa, zalana łzami, spojrzała na przyjaciółki.

— Ja… ja jestem w ciąży z Piotrem. Z twoim narzeczonym.

Marta zamarła, jakby nie rozumiała słów. Weronika i Kasia patrzyły na Ewę osłupiałe, a Iwona poczuła, jak po plecach przechodzi jej zimny dreszcz.

— Co ty mówisz? — Marta w końcu krzyknęła. — Jesteś pijana czy straciłaś rozum?

— To prawda — Ewa otarła łzy wierzchem dłoni. — Stało się półtora miesiąca temu, kiedy jechałaś do ciotki do Rzeszowa. Przyszłam do was oddać dokumenty do wizy. Piotr był sam…

— Zamknij się! — Marta zerwała się tak gwałtownie, że przewróciła kieliszek. Czerwone wino rozlało się po jasnym dywanie jak krew. — Nie waż się ciągnąć tej brudnej kłamliwej historii!

— Nie kłamię — Ewa pokazała telefon: test ciążowy i wiadomości z Piotrem.

Marta cofnęła się, jakby zobaczyła przed sobą żmiję.

— Nie wierzę — wyszeptała, ale niepewność drżała już w jej głosie.

— Mówił, że macie problemy — ciągnęła Ewa. — Że śpicie w osobnych pokojach, że ten ślub to pomyłka, że i tak się rozstaniecie…

— Nigdy! — krzyknęła Marta. — U nas jest dobrze! My się kochamy!

— Więc po co to zrobił? — spytała gorzko Ewa. — Po co mówił, że od dawna mnie pragnie, że jestem wyjątkowa…

Nie zdążyła skończyć, bo Marta uderzyła ją w twarz. Ewa krzyknęła i złapała się za policzek.

— Dość! — Iwona stanęła między nimi. — Uspokójcie się!

— Uspokoić się? — Marta odwróciła się do niej z oczami pełnymi łez. — Moja najlepsza przyjaciółka mówi, że jest w ciąży z moim narzeczonym! Jak mam się uspokoić?

— Musimy to wyjaśnić — Iwona starała się brzmieć spokojnie. — Ewa, jesteś pewna ciąży? I tego, że to dziecko Piotra?

— Tak — odpowiedziała cicho Ewa. — Test jest pozytywny. Po rozwodzie z nikim innym nie spałam.

— Nie pomyślałaś, żeby porozmawiać z Piotrem, zamiast robić taką scenę? — odezwała się Weronika, która milczała.

— Próbowałam — Ewa spuściła głowę. — Ale powiedział, że to mój problem, że kłamię, że kocha tylko Martę… A ja wiem, że to nieprawda!

Marta wyrwała jej telefon i zaczęła przewijać wiadomości. Z każdą stroną bledła coraz bardziej.

— Tu nie ma niczego szczególnego — powiedziała w końcu. — Zwykłe „cześć”, „co słychać”. Ani słowa o dziecku.

— Dzwonił — dodała Ewa cicho. — Nie chciał pisać o tym w wiadomościach.

— Wygodne — rzuciła zgryźliwie Kasia.

Marta przewijała dalej i nagle jej ręka znieruchomiała. Na ekranie było zdjęcie: Ewa, półnaga, w łóżku. Marta przez sekundę rozpoznała ich sypialnię.

— Kiedy to było? — zapytała Iwona.

— Wtedy, kiedy pojechałaś do Rzeszowa — odpowiedziała Ewa. — Piętnastego kwietnia.

Marta zamknęła oczy, uspokajając rozszalałe serce.

— Nie byłam wtedy w Rzeszowie — powiedziała powoli. — Nie pojechałam, ciotka trafiła do szpitala. Zostaliśmy z Piotrem w domu i oglądaliśmy filmy.

Ewa zaczęła zaprzeczać, bo Piotr powiedział jej co innego.

— I uwierzyłaś? — spytała Weronika. — A może sam ci to wymyślił?

— Nie! — krzyknęła Ewa. — On przychodził do mnie do mieszkania, przecież mam dowód! — znów podsunęła im zdjęcie.

Marta przyjrzała się fotografii dokładniej i nagle roześmiała się nerwowo, histerycznie.

— Boże… — otarła łzy od nerwowego śmiechu. — To nie jest nasza sypialnia. To twoje mieszkanie. Na ścianie są te łabędzie z twojego rodzinnego domu.

Ewa zamrugała, patrząc na ekran, jakby widziała go pierwszy raz.

— A jeśli spojrzysz na datę — dodała Marta — widać, że to nie kwiecień, tylko luty. Piętnasty drugiego, nie piętnasty czwartego.

Cisza opadła na pokój. Ewa powoli usiadła na kanapie i spuściła ramiona.

— Czyli co? — zapytała Iwona. — Okłamałaś nas wszystkie?

— Ja… — Ewa zakryła twarz dłońmi. — Test jest pozytywny, ale nie wiem, kto jest ojcem. Po rozwodzie spotykałam się z kilkoma mężczyznami, a gdy poznałam wynik, spanikowałam. Żaden nie chciał niczego poważnego. Piotr wydawał się taki troskliwy i pomyślałam, że może… może on mógłby być ojcem.

— Uznałaś, że będzie dobrym ojcem — dokończyła Weronika. — I skłamałaś, żeby rozbić ich związek.

— Jesteś podła — wyszeptała Marta, a w jej głosie brzmiał ból. — Uważałam cię za najlepszą przyjaciółkę.

— Byłam zdesperowana — przyznała Ewa, nie podnosząc głowy. — Po rozwodzie zostałam sama z dzieckiem, teraz jeszcze ta ciąża… Nie wiedziałam, co robić.

Iwona wypuściła powietrze ciężkim westchnieniem.

— Mogłaś poprosić o pomoc. Pomogłybyśmy ci. Ale to, co zrobiłaś…

Marta już nic nie odpowiedziała. W milczeniu zaczęła zbierać swoje rzeczy.

— Dokąd idziesz? — spytała Iwona. — Jest późno. Lepiej zostań do rana.

— Nie mogę tu zostać — powiedziała Marta, a łzy spływały jej po policzkach. — Zamówię taksówkę i wrócę do domu.

— Jadę z tobą — oznajmiła Iwona stanowczo. — Nie zostawię cię samej.

Ewa siedziała na kanapie i nie podnosiła głowy.

— Marta, przepraszam. Zazdrościłam ci szczęścia… Przepraszam.

Marta zatrzymała się w progu i obejrzała przez ramię.

— Zniszczyłaś nie tylko naszą przyjaźń. Zniszczyłaś moje zaufanie do ludzi. Nie wiem, czy kiedykolwiek będę umiała ci wybaczyć.

W samochodzie, który mknął nocną trasą, Marta milczała, patrząc na mijające światła. Iwona nie naciskała. Wiedziała, że przyjaciółka potrzebuje przestrzeni, żeby w ogóle oddychać.

— Wiesz, czego się boję? — Marta przerwała ciszę po długich minutach. — Że przez moment jej uwierzyłam. Zwątpiłam w Piotra. W nas.

— To naturalne — odpowiedziała cicho Iwona. — Każdy by zwątpił, słysząc coś takiego.

— Ale ja nie powinnam! — Marta uderzyła pięścią w kolano. — Znam Piotra cztery lata. Nigdy nie dał mi powodu, żebym mu nie ufała. A wystarczyło jedno oskarżenie i byłam gotowa uwierzyć w zdradę.

— Byłaś w szoku — Iwona położyła jej rękę na ramieniu. — Wszystko się ułoży. Prawda i tak wyszła na jaw.

— Tak — Marta uśmiechnęła się gorzko. — Moja najlepsza przyjaciółka okazała się zdrajczynią, gotową zburzyć moje szczęście, żeby samej było wygodniej.

— Ewa zrobiła straszną rzecz — westchnęła Iwona. — Ale jest zrozpaczona, sama, z dzieckiem, bez wsparcia…

— Usprawiedliwiasz ją? — Marta odwróciła się gwałtownie, a w jej oczach znów zapłonął gniew.

— Nie — odpowiedziała twardo Iwona. — Próbuję zrozumieć. To nie to samo.

Cisza ponownie wypełniła wnętrze auta. Kierowca włączył radio, a z głośników popłynęła ciepła melodia, niepasująca do ich rozbitego wieczoru.

— Zadzwonię do Piotra — powiedziała Marta w końcu.

Piotr odebrał od razu. Przyjął jej telefon w milczeniu, a potem obiecał, że spotka się z nią o świcie w parku, żeby razem zdecydowali, jak dalej żyć.