„Jestem w ciąży z twoim przyszłym mężem” — najlepsza przyjaciółka powiedziała to na wieczorze panieńskim, a panna młoda w jednej chwili straciła grunt pod nogami

— Jestem w ciąży z twoim przyszłym mężem.

— Chyba oszalałaś! Ta suknia kosztuje tyle, co używany maluch! — Katarzyna patrzyła na metkę, jakby nie ufała własnym oczom.

— To ty oszalałaś, jeśli sądzisz, że pójdę do ołtarza w czymś, przez co Paweł nie zapomni, jak się oddycha — odparła Magdalena, obracając się przed lustrem i unosząc ciężki tren. — Ślub ma się raz w życiu!

— Oby — mruknęła Katarzyna. — Ale, Magda, po co aż taki wydatek? Paweł kocha ciebie, nie suknię.

Magdalena nagle znieruchomiała. Jej głos spoważniał.

— Kiedy traci się rodziców, człowiek zaczyna rozumieć, ile znaczą chwile. Chcę, żeby ten dzień był idealny. Żeby mama i tata, patrząc z góry, mogli być dumni.

Katarzyna od razu pożałowała słów. Trzy lata wcześniej rodzice Magdaleny zginęli w wypadku samochodowym, a ona od tamtej pory chowała ból za uśmiechem.

— Przepraszam — Katarzyna objęła ją ostrożnie, by nie pognieść drogiego materiału. — Jeśli ta suknia jest ci potrzebna, to znaczy, że jest tego warta.

— Wiesz, co zabawne? — Magdalena odgarnęła kosmyk z twarzy. — Paweł sam zaproponował, żebyśmy wzięli pieniądze z „funduszu na wakacje”. Powiedział, że Mazury nie uciekną, a panna młoda w idealnej sukni zdarza się tylko raz.

Katarzyna uśmiechnęła się, przypominając sobie Pawła: wysokiego, opanowanego mężczyznę o dobrych oczach i nieśmiałym uśmiechu. On i Magdalena byli jak dzień i noc. Ona błyszczała, działała impulsywnie; on był spokojny i rozsądny.

— Kasiu, jestem taka szczęśliwa — szepnęła Magdalena, gdy ekspedientka poszła po welon. — Czasem nie wierzę, że Paweł jest najlepszym, co mnie spotkało.

— Po mnie, oczywiście — zażartowała Katarzyna, a Magdalena się roześmiała.

— Oczywiście! A wieczór panieński? Zostały dwa tygodnie.

— Wszystko gotowe — zapewniła Katarzyna. — Domek za miastem, basen, sauna, karaoke i siedem najbliższych przyjaciółek. Bez striptizerów, jak prosiłaś.

— A szkoda — mrugnęła Magdalena. — Joanna po rozwodzie prawie nie widzi świata.

— Dla Asi mam osobną niespodziankę — uśmiechnęła się Katarzyna.

Ekspedientka wróciła z koronkowymi welonami i rozmowa zeszła na długość, fason oraz zapięcia.

Katarzyna wróciła do domu zmęczona, lecz zadowolona. Magdalena wybrała suknię i dodatki, zostały tylko ostatnie ślubne sprawy. W gorącej kąpieli Katarzyna myślała już o weekendowym panieńskim.

Po wyjściu z wanny zobaczyła wiadomość od Moniki: nie przyjedzie, syn ma gorączkę.

— Szkoda — westchnęła i odpisała z życzeniami zdrowia. Potem okazało się, że Ewa też nie wyrwie się z pracy.

— Nie martw się — uspokoiła ją Katarzyna. — Najważniejsze, że wszystkie będziemy na ślubie.

W piątek wieczorem terenówka Katarzyny, załadowana jedzeniem, ruszyła za miasto. Z siedmiu zaproszonych zostały cztery: Katarzyna, Joanna, Agnieszka i Dorota. Magdalena jednak się nie przejęła.

— Mniej ludzi, więcej przestrzeni — oznajmiła, siadając z przodu. — I więcej prosecco dla każdej!

Joanna, rozwiedziona przyjaciółka, otworzyła już butelkę musującego wina i nalewała do plastikowych kubeczków.

— Za pannę młodą! — zawołała. — Za najpiękniejszą, najszczęśliwszą i najbardziej fartowną!

— I za jej wspaniałego narzeczonego — dodała Agnieszka, która pracowała z Pawłem w firmie budowlanej. — Każda kobieta miałaby szczęście z takim facetem.

— Mnie się nie trafiło — westchnęła Joanna. — Mój były okazał się draniem.

— Nie wszyscy mężczyźni są tacy sami — powiedziała łagodnie Katarzyna. — Paweł taki nie jest.

— Właśnie — podchwyciła Magdalena. — Czasem myślę, że na niego nie zasługuję. Wczoraj wróciłam, a on zrobił kolację, zapalił świece, otworzył wino i powiedział: „Tyle pracujesz przy ślubie, dziś odpocznij”.

— To jest facet — rzuciła Dorota z lekką zazdrością. — Mój przez trzy lata nawet jajecznicy nie usmażył.

Rozmowa zeszła na męskie słabości. Gdy samochód podjechał pod piętrowy domek nad jeziorem, butelka była pusta, ale nastrój wciąż świetny.

Domek wynajęty przez Katarzynę okazał się przestronny: na dole kuchnia z salonem, taras i gorąca balia, na górze trzy sypialnie oraz sauna.

— Nie wierzę! — zachwyciła się Magdalena. — Przeszłaś samą siebie!

Katarzyna uśmiechnęła się. Prawie miesiąc szukała miejsca z lasem, jeziorem, grillem i pełną ciszą.

Wieczór zaczął się od gotowania: sałatki, mięso, pieczone ziemniaki. Joanna, zwykle najgłośniejsza, była dziś milcząca i co chwilę sprawdzała telefon.

— Coś się stało? — spytała cicho Katarzyna, gdy reszta wyszła na taras.

— Nie, jestem zmęczona — odparła Joanna. — W pracy młyn, dziecko marudzi.

— Gdybyś chciała pogadać, jestem obok — Katarzyna ścisnęła jej dłoń, dostając słaby uśmiech.

Przy kolacji rozmowa ożyła. Wróciły historie ze studiów.

— Pamiętacie, jak się poznałyśmy? — spytała Magdalena, wspominając akademik, Kasię z gitarą i Agnieszkę z wielkim pluszowym misiem.

— A mnie z trzema walizkami ubrań! — roześmiała się Joanna. — Myślałyście, że jestem księżniczką.

— A okazało się, że tylko zakupoholiczką — dopowiedziała Katarzyna.

— Dzięki Asi zawsze chodziłyśmy w innych rzeczach — wtrąciła Agnieszka. — Nasz system wymiany!