— Za nic! — Kasia bezradnie rozłożyła ręce. — Magda, nie mogę iść na to wesele z Marcinem. On od miesiąca szykuje się na ryby z Pawłem. Kupili nowe wędki, namiot, wszystko ustalili. Nie wystawię go w ostatniej chwili.
— Ale to ślub Agnieszki! — Magda stuknęła filiżanką o blat. — Twojej najlepszej przyjaciółki od liceum! Ona ci tego nie wybaczy. Jakie znowu ryby?
— Dla Marcina to świętość — westchnęła Kasia. — Rzadko gdzieś jedzie beze mnie. Całe lato o tym marzył, zbierał sprzęt. Nie odbiorę mu tej radości.
Kasia nerwowo odgarnęła włosy. Ten wybór gryzł ją od tygodnia. Z jednej strony wesele Agnieszki, przyjaciółki z dawnych lat. Z drugiej wyczekany męski wyjazd Marcina. Wszystko w jeden weekend.
— Może pojadę sama? — rzuciła niepewnie. — Wyjaśnię, myślę, że zrozumie.
— Pewnie, że zrozumie — prychnęła Magda. — A potem będziesz się tłumaczyć do końca życia. Pamiętasz, jak się obraziła, gdy ominęłaś jej urodziny?
— Wtedy zapomniałam! A teraz mam ważny powód.
— Tak, ryby — przeciągnęła złośliwie przyjaciółka. — Rób, jak chcesz. Tylko potem nie marudź.
Po tej rozmowie Kasi zostało w środku coś gorzkiego. Wracała do domu zamyślona. Może powiedzieć Marcinowi, jak bardzo zależy jej na weselu? Ale on tak się cieszył na tę wyprawę…
Marcin przywitał ją w przedpokoju i pomógł zdjąć płaszcz. Pachniało rosołem i czymś ciepłym, domowym.
— Kolacja gotowa — uśmiechnął się. — Zrobiłem twoją ulubioną sałatkę jarzynową. Jak minął dzień?
— Normalnie — pocałowała go w policzek. — Widziałam się z Magdą, pozdrawia.
Przy kolacji zeszli na weekend.
— Na pewno nie masz nic przeciwko, że jadę? — Marcin spojrzał na nią uważnie. — Jeśli naprawdę trzeba, mogę zostać.
— Nie, jasne, że nie — machnęła ręką. — Jedź, skoro obiecałeś Pawłowi.
— Na pewno? — wciąż się wahał. — Podobno zasięg będzie kiepski. Ale napiszę, jak złapię sieć.
— Wszystko dobrze — uspokoiła go Kasia. — Odpocznij, łów ryby. A ja pojadę do Agnieszki, bo głupio nie przyjść. Powiem, że jesteś na wyjeździe.
Marcin skinął głową, a w jego oczach mignęła ulga. Kasia uznała, że to radość przed podróżą.
W piątek rano w mieszkaniu zrobiło się zamieszanie. Marcin biegał między pokojami, pakował sprzęt i co chwilę dzwonił do Pawła, żeby dogadać drobiazgi.
— Tylko wędki nie zapomnij, nasz wędkarzu — żartowała Kasia, patrząc, jak szuka latarki. — I oby brały.
— Dzięki, kochanie — objął ją. — Nie tęsknij. I złóż Agnieszce życzenia ode mnie.
— Jasne — wtuliła nos w jego szyję. — Chociaż bez ciebie będzie mniej wesoło.
— Poradzisz sobie świetnie — pocałował ją w czoło. — Muszę lecieć. Paweł czeka pod blokiem.
— Ugotujesz zupę rybną z połowu? — spytała przy drzwiach.
— Oczywiście! — mrugnął. — Będzie uczta jak u cioci na imieninach.
Gdy drzwi się zamknęły, Kasię dopadła dziwna pustka. Trzy dni bez Marcina. Rzadko się rozstawali, nawet do sklepu zwykle chodzili razem. Ale weekend minie szybko. Zwłaszcza że jutro wesele, więc nie będzie kiedy smucić się.
Wieczorem zadzwoniła do Agnieszki i wszystko wytłumaczyła. Przyjaciółka, na szczęście, przyjęła to spokojnie:
— Najważniejsze, że ty będziesz. Marcina i tak rzadko widujemy, nic strasznego.
— To do jutra — uśmiechnęła się Kasia. — Będziesz najpiękniejszą panną młodą!
Rano dostała wiadomość od Marcina: „Dojechaliśmy, rozbijamy namiot. Zasięgu prawie nie ma. Całuję, miłego dnia!”
Odpisała: „Połamania wędki! Kocham”.
Wesele odbywało się w restauracji w centrum Warszawy. Kasia trochę się spóźniła, bo korki, jak zwykle, wyprowadziły ją z równowagi. Kiedy weszła, ceremonia już się skończyła, a goście siadali przy stołach.
— Kaśka! — Agnieszka w białej sukni rzuciła się do niej. — Nareszcie! Już myślałam, że ty też nie przyjdziesz!
— Mogłabym to przegapić? — Kasia mocno ją uściskała. — Wyglądasz jak królowa! Michał to szczęściarz.
— Dziękuję, kochana — Agnieszka promieniała. — Szkoda, że Marcina nie ma. Ale faceci i ich ryby… rzecz święta.
— Przekazuje gratulacje — powiedziała Kasia. — Obiecał jakoś odpokutować.
Agnieszka zaprowadziła ją do stolika, gdzie siedzieli już znajomi: Magda z mężem, Anka z chłopakiem i Bartek z nową dziewczyną. Stara paczka złagodziła brak Marcina. Toasty, żarty, tańce — było ciepło i serdecznie.
— A gdzie twój? — zapytał Bartek, nachylając się do Kasi. — Naprawdę zamienił taką imprezę na ryby?
— Pojechał z Pawłem — westchnęła. — Dawno to planowali, głupio było odwołać.
— Ryby we wrześniu? — zdziwił się Bartek. — Przecież już chłodno.
— Marcin mówi, że jesienią najlepiej biorą — wzruszyła ramionami. — Nie znam się.
— Wędkarz wie lepiej — uśmiechnął się Bartek, choć spojrzał jakoś dziwnie.
Wieczór się rozkręcał. Po obiedzie zaczęły się tańce. Kasia, rozluźniona szampanem, zobaczyła nagle grupkę gości wokół dziewczyny z telefonem.
— Ola robi live’a na Instagramie! — krzyknęła Magda. — Chodź, Kaśka, przywitasz widzów.
Kasia podeszła, gdy Ola komentowała:
— A oto Kasia, przyjaciółka panny młodej! Powiedz parę słów!
— Cześć wszystkim — uśmiechnęła się zawstydzona i pomachała do kamery. — Wesele jest świetne, szkoda tylko, że nie wszyscy mogli…
— Pokażmy atmosferę! — Ola obróciła telefon. — Ojej, a kto stoi przy barze? To Marcin?
Kasia odruchowo spojrzała we wskazaną stronę. Przy barze stał mężczyzna uderzająco podobny do Marcina. Ta sama postawa, ta sama koszula…
— Niemożliwe — roześmiała się nerwowo. — Mój mąż jest na rybach.
— To na pewno on! — Ola przybliżyła obraz.
Na ekranie pojawiła się twarz Marcina. Jej męża, który miał siedzieć z wędką gdzieś nad jeziorem. Śmiał się, mówił coś do nieznajomej kobiety i wyglądali zdecydowanie zbyt swobodnie.
Kasi zrobiło się słabo. W uszach jej zadzwoniło, w piersi osiadł lód. To musiała być pomyłka…
— Marcin! — krzyknęła nienaturalnie głośno.
Odwrócił się. Ich spojrzenia się spotkały, a na jego twarzy pojawiło się przerażenie. Rzucił coś tamtej kobiecie i ruszył do wyjścia.
Kasia, jak we mgle, poszła za nim, nie widząc zdumionych twarzy.
— Kaśka, zaczekaj — Marcin złapał ją na korytarzu. — Wszystko wyjaśnię.
— Wyjaśniaj — skrzyżowała ramiona, próbując nie drżeć. — Czemu nie jesteś na rybach? Kim jest ta kobieta?
— To nie tak, jak myślisz — przeczesał włosy dłonią. — Szykowałem niespodziankę na naszą rocznicę.
— Niespodziankę? — spojrzała na niego z niedowierzaniem.
— Tak. Umówiłem się z Agnieszką i Michałem. Próbowaliśmy numer muzyczny, ja i ta dziewczyna. Ona jest piosenkarką. Chciałem zaśpiewać ci na rocznicę. Dzisiaj była próba generalna przed ludźmi.
— I dlatego kłamałeś o rybach?
— Gdybym powiedział, że idę na wesele bez ciebie, od razu byś coś wyczuła! — uśmiechnął się winowato. — Chciałem cię zaskoczyć…
— Boże — Kasia zasłoniła twarz dłońmi. — Jesteś idiotą.
— Wiem — objął ją ostrożnie. — Przepraszam.
W tej chwili z sali wyszła Agnieszka.
— Gdzie wy jesteście?! Marcin, przecież mieliśmy ćwiczyć!
— Ty też wiedziałaś? — Kasia odwróciła się do niej.
— No tak — przyjaciółka uśmiechnęła się przepraszająco. — To miało być romantyczne! Nie złościsz się?
Kasia spojrzała na Marcina. W jego oczach było szczere poczucie winy.
— Dobrze — westchnęła. — Ale chcę usłyszeć tę piosenkę TERAZ.
— Ale ja nie jestem gotowy! — jęknął Marcin.
— Nieważne — założyła ręce na piersi. — Śpiewaj, wędkarzu.
Pół godziny później Marcin, czerwony jak rak, stał przed mikrofonem. Popłynęła piosenka z ich wesela. Fałszował, mylił słowa, gubił rytm, ale patrzył tylko na nią. Kasia poczuła, jak serce powoli mięknie.
Gdy skończył, podeszła i mocno go objęła.
— Idiota. Ale kocham cię.
— Nawet po czymś takim? — przytulił ją.
— Właśnie po czymś takim — uśmiechnęła się.
Później, w taksówce, Marcin wciąż przepraszał.
— Za to będziemy mieli historię dla wnuków — roześmiała się Kasia. — „Jak dziadek uciekł na ryby, a babcia złapała go na Instagramie”.
— Brzmi jak serial w TVN-ie — pocałował ją w czubek głowy. — Obiecuję, żadnych więcej niespodzianek.
— O nie — mrugnęła. — Następnym razem po prostu wymyśl lepszą legendę. Ryby we wrześniu są podejrzane.
— Zapamiętam — kiwnął głową Marcin. — A może jednak pojedziemy kiedyś na prawdziwe ryby? Paweł zaprasza.
— Pod jednym warunkiem — Kasia uśmiechnęła się chytrze. — Zaśpiewasz mi przy ognisku. Bez podkładu.
Marcin skrzywił się, ale się zgodził:
— Dobrze. Chociaż od mojego śpiewu ryby uciekną na drugi brzeg.
Oboje się roześmiali, a Kasia zrozumiała, że ta głupia historia tylko związała ich ze sobą jeszcze mocniej.
