— Marcin, proszę, pozwól mi odejść. Próbowaliśmy stworzyć rodzinę, ale wszystko się rozpadło. Po co mamy dalej się dręczyć? Po prostu się rozwiedźmy.
— Już? — uśmiechnął się pogardliwie. — Możesz sobie pomarzyć. Nie wypuszczę cię. Jesteś moją żoną, ja twoim mężem, mamy rodzinę. Źle ci się żyje? Przestałaś mnie kochać? A może kogoś masz? Odpowiadaj, kiedy pytam!
Katarzyna siedziała na brzegu kanapy i nerwowo mięła róg koca. Po kolejnej awanturze chciała zniknąć, rozpłynąć się, raz na zawsze wyjść z życia męża. Mogła złożyć pozew, ale brakowało jej odwagi. Dwa lata małżeństwa stały się koszmarem, szczególnie ostatnie sześć miesięcy, kiedy Marcin zmienił się w bezlitosnego domowego tyrana i codziennie znajdował nowy powód do pretensji.
Rano wszystko zaczęło się od drobiazgu. Katarzyna zamówiła sobie krem do twarzy.
— Znowu wydajesz pieniądze na bzdury? — rzucił mąż, gdy wróciła z paczką.
Chciała wyjaśnić, ale Marcin jej nie słuchał.
— O czym ty myślisz? O nas? Czy tylko o sobie, kochanie? Krem ci potrzebny! Lepiej byłoby wydać na coś pożytecznego, choćby pomóc moim rodzicom.
— Marcin, dlaczego od razu tak? Pracuję, mam własne pieniądze. Przecież zawsze pomagam twoim rodzicom, wiesz o tym.
— Pomagasz? Wysyłasz im grosze! Oni potrzebują prawdziwej pomocy, rozumiesz? Jesteś egoistką, Katarzyna. Wszystko, co zarobisz, wyrzucasz na mazidła!
Jego głos był twardy, a oczy pełne gniewu. Katarzyna nie wytrzymała i rozpłakała się. Marcin, jak zwykle, trzasnął drzwiami, zostawiając ją samą z łzami i bezradnością. Zawsze tak robił: najpierw doprowadzał ją do rozpaczy, potem wychodził.
Pamiętała, jak to się zaczęło. Marcin wydawał się idealny: uważny, czuły, zakochany. Z czasem coś się zmieniło. A może wcześniej po prostu nie widziała jego prawdziwej twarzy?
Wieczorem wrócił do domu. Katarzyna siedziała w kuchni i piła herbatę.
— Znowu płakałaś? — spytał, nie patrząc na nią.
— Uraziłem cię? Sama jesteś winna. Myśl, co robisz.
— A co robię źle? — zapytała cicho.
— Wszystko! Wcale się nie starasz. Ja pracuję, męczę się, a ty? Pół dnia przy klawiaturze, pół dnia w domu!
— Ja też pracuję, i nie mniej niż ty — odpowiedziała, lecz zaraz pożałowała.
— Co to za praca? Grosze dostajesz! To ja utrzymuję rodzinę. Doceniaj mnie, Katarzyna. Przez całe małżeństwo nawet „dziękuję” nie usłyszałem! A zasłużyłem!
— Doceniam cię, Marcin… Ale to nie daje ci prawa tak do mnie mówić.
— A jak mam mówić? Wiecznie jesteś niezadowolona, ciągle płaczesz! Robisz ze mnie potwora!
— To ty stale jesteś niezadowolony. Boję się odezwać, boję się coś kupić, boję się nawet odpocząć. Po obiedzie nie mogę się położyć! Jeśli się dowiesz, od razu będziesz krzyczał. Nie mam żelaznej psychiki, już nad sobą nie panuję…
— Och, nie jęcz! Zawsze robisz z siebie ofiarę. Niedobrze mi od tego!
W jego głosie brzmiało obrzydzenie, które sprawiało Katarzynie fizyczny ból.
— Nie rozumiem, dlaczego tak mnie traktujesz — wyszeptała. — Co mam zrobić?
— Rób wszystko jak należy, nie denerwuj mnie i będzie dobrze.
Spojrzała mu w oczy. Zniknęło z nich ciepło, została tylko irytacja i chłód.
— Może porozmawiamy? — zaproponowała. — Pójdziemy do terapeuty małżeńskiego?
— Terapeuta? To tobie potrzebny jest terapeuta, jesteś nienormalna — uciął Marcin. — Wszystko sobie wymyślasz.
Te słowa ostatecznie przekonały Katarzynę: musiała odejść. Mąż zjadł coś na szybko i włączył telewizor, a ona wyjęła stary notes i zaczęła planować ucieczkę. Wszystko trzeba było przemyśleć.
Następnego dnia wyszła wcześniej niż zwykle. W małej kawiarni zamówiła kawę, otworzyła notes i napisała:
„Krok pierwszy: znaleźć pracę na część etatu, zarabiać więcej niż teraz. Krok drugi: wynająć mały pokój. Krok trzeci: spakować rzeczy. Krok czwarty…”
— Katarzyna? — usłyszała znajomy głos.
Podniosła wzrok i zobaczyła dawną koleżankę z klasy, Ewę.
— Ewa! Co za niespodzianka! — zawołała.
— Dawno się nie widziałyśmy — uśmiechnęła się Ewa. — Co tu robisz? Pracujesz?
— Nie, weszłam tylko pomyśleć — odparła wymijająco Katarzyna.
— Co się stało? Wyglądasz kiepsko. Jesteś chora?
Katarzyna, która od dawna nie słyszała słów troski, nagle się rozpłakała.
— Ewa, jest strasznie. Mąż mnie wykańcza, ciągle krytykuje i poniża. Nie mogę już. Boję się, bo podczas kłótni czasem mnie szarpie.
Ewa słuchała, nie przerywając.
— Chcę odejść — mówiła dalej Katarzyna — ale się boję. Nie wiem, od czego zacząć. Jak żyć dalej?
— Kasiu, uciekaj. Nie zostawię cię. Przyjedziesz do mnie, pomieszkasz jakiś czas. Pamiętasz adres? Są też darmowe konsultacje psychologiczne dla kobiet, które żyją z domowym tyranem.
— Nawet nie wiedziałam — przyznała Katarzyna.
— Teraz wiesz. Najważniejsze, żebyś uwierzyła w siebie. Jesteś silna, poradzisz sobie.
Po tej rozmowie spotkały się jeszcze raz i już po kilku godzinach Katarzyna wyglądała jak inna osoba.
Wieczorem wróciła do mieszkania. Marcin siedział w fotelu, wpatrzony w telewizor.
— Gdzie byłaś? — spytał, nie odwracając się.
— Spacerowałam — odpowiedziała.
— Za często spacerujesz. Kochanka sobie znalazłaś?
Katarzynę zmroziło.
— Co ty mówisz? — oburzyła się.
— A co? Nie zdziwiłbym się. Sprytna jesteś.
— Marcin, dość — powiedziała zmęczona. — Nie chcę już tego słuchać.
— A czego chcesz słuchać? Komplementów?
Katarzyna głęboko odetchnęła, próbując zachować spokój.
— Marcin, musimy porozmawiać.
— O czym? O twoich zdradach?
— Nie. O nas. O naszym małżeństwie.
— I co chcesz powiedzieć?
— Chcę rozwodu.
Marcin spojrzał na nią z niedowierzaniem.
— Co powiedziałaś?
— Chcę rozwodu. Nie mogę już tak żyć. Ciągle mnie poniżasz, krytykujesz. Jestem przy tobie nieszczęśliwa.
— Zwariowałaś! Rozwód? Kim jesteś beze mnie? Nikim! Powinnaś być wdzięczna, że z tobą żyję.
— Nikomu nic nie jestem winna. Chcę być szczęśliwa.
— Szczęśliwa? Myślisz, że bez mnie będziesz szczęśliwa? Mylisz się. Nikomu nie jesteś potrzebna. Rozumiesz?
Katarzyna milczała. Nie chciała już dyskutować. Wszystko było postanowione.
— Jutro odchodzę — powiedziała spokojnie.
— Dokąd? — krzyknął Marcin. — Gdzie będziesz mieszkać? Nie masz pieniędzy!
— To nie twoja sprawa. Poradzę sobie.
— Ja ci żyć nie dam! — ryknął. — Znajdę cię i sprawię, że pożałujesz, że się urodziłaś! Niewdzięczna! Wszystko ci dałem, wyprowadziłem cię na ludzi, a ty!
Katarzyna nie odpowiedziała. Odwróciła się i poszła do sypialni pakować rzeczy.
Rano obudziła się wcześnie, umyła, ubrała i weszła do kuchni. Marcin siedział już przy stole z kawą.
— Nigdzie nie pójdziesz — powiedział. — Nawet nie próbuj uciec, kiedy będę w pracy.
— Już zdecydowałam — odparła.
— Nie pozwolę ci!
— Wystarczy, Marcin…
— Ty mnie nie słyszysz?
Wstał i podszedł do niej. Katarzyna się przestraszyła.
— Nie podchodź — poprosiła. — Marcin, odejdź!
Pchnął ją na ścianę. Uderzyła głową i upadła na podłogę. Jego pięść spadła na jej twarz. Zamknęła oczy, gotowa na najgorsze.
Wkrótce jej krzyki usłyszeli ludzie z sąsiedniej klatki. Policja, wezwana przez zaniepokojonych sąsiadów, weszła do mieszkania. Katarzynę zabrano do szpitala, gdzie udzielono jej pomocy. Po wypisie od razu złożyła pozew o rozwód. Ich rodzinne życie skończyło się całkowitą klęską.
Dopiero wtedy zrozumiała, komu naprawdę była ważna.
