To miało być nowe życie, z innymi możliwościami.
Posłuchaj, opowiem ci, jak to się u mnie wydarzyło.
Alicja miała dwadzieścia lat, studiowała w swoim mieście, kochała Michała i już planowała z nim ślub. O weselu rozmawiali coraz częściej, jakby wszystko było tylko kwestią czasu.
Michał był od niej starszy, miał za sobą wojsko, a kiedy się poznali, ona była jeszcze w klasie maturalnej. Przyszedł na jesienny bal szkolny, odnalazł ją wzrokiem i natychmiast się uśmiechnął.
Kto to taki? pomyślała Alicja, kiedy go zobaczyła.
Wszedł, rozejrzał się po sali, skinął znajomym, a potem podszedł do niej i powiedział:
Cześć, jestem Michał, a ty? Widząc, że się zawstydziła i zarumieniła, dodał: Zapraszam cię do tańca.
Objął ją w talii i zakręcili się wśród par.
Alicja, wyszeptała, czując, jakby unosiła się nad podłogą. Michał prowadził pewnie, a każde jego poruszenie czuła całym ciałem.
Alicjo, ty naprawdę lekko tańczysz, uśmiechnął się.
Cały wieczór byli obok siebie. Ustalili, że odprowadzi ją do domu. Długo spacerowali, nie chcieli się rozstawać, ale mama już wołała, więc Alicja weszła do mieszkania.
Po szkole dostała się na studia w rodzinnym mieście, a Michał pracował. Nigdy nie tracił humoru i swoim optymizmem zarażał wszystkich. Miał wielu przyjaciół, a Alicja często chodziła z nimi na wesela i różne uroczystości.
Michał nawet zimą dawał jej róże, a ich spotkania zawsze stawały się małym świętem. Czasem siedzieli w kawiarni, czasem jechali za miasto we dwoje albo z całą paczką.
Kiedy Alicja była na trzecim roku, oznajmił jej radośnie:
Na przerwę noworoczną jedziemy do ośrodka narciarskiego w Beskidach. Kupiłem już dwa pobyty. Są tam dobrzy instruktorzy, szybko się nauczysz.
Ojej, Michał, jesteś najlepszy! ucieszyła się, przytulając się do niego, ale zaraz dodała z lękiem: Tylko ja przecież boję się zjazdów!
Pojechali. Alicja szybko się oswoiła i nawet zaczęło jej się podobać. Potem przyszedł Dzień Kobiet, a Michał zjawił się u niej z dwoma bukietami róż.
Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Kobiet, powiedział, wręczył jeden bukiet mamie, drugi Alicji, uśmiechnął się i pocałował ją w policzek. Była zachwycona.
Mama lekko go zganiła:
Za drogo, Michał.
Nic wielkiego, odpowiedział. Z Piotrkiem i Bartkiem jedziemy pracować jako elektromonterzy. Dobrze płacą, uzbieramy na ślub i samochód.
Alicja prosiła, żeby nie wyjeżdżał.
Wrócę za trzy, cztery miesiące. Będziemy dzwonić, a potem wyprawimy piękne wesele, obiecał.
Zgodziła się ze smutkiem, ale Michał był zdecydowany i wyjechał z chłopakami. Praca była, pieniądze dobre, telefony częste.
Pewnego dnia na zajęciach Alicję nagle dopadł niepokój. Szybko minął, lecz serce nadal biło dziwnie. Wczoraj rozmawiali, więc zadzwoniła do Michała, ale telefon milczał.
Dlaczego nie odbiera? myślała, wybierając numer kolejny raz.
W końcu znalazła numer Bartka i dodzwoniła się.
Bartek, gdzie jest Michał? zapytała.
Jego już nie ma, usłyszała, a potem odezwały się krótkie sygnały.
Maaamo! krzyknęła i wybuchnęła płaczem.
Później okazało się, że Michała poraził prąd na słupie wysokiego napięcia. Jego matka, pani Teresa, prawie nie mówiła, a oczy miała ciemne od bólu. Pogrzeb, stypa, wszystko przeszło jak czarny koszmar.
Alicja była odrętwiała. Często odwiedzała panią Teresę, siedziała z nią w milczeniu, czasem jeździły razem na grób. Matka Michała nie chciała jej puszczać, prosiła, by przychodziła częściej, nawet zaproponowała wyjazd nad morze.
Alicja się zgodziła, choć bez Michała wszystko wydawało się bez sensu. Na brzegu Bałtyku patrzyła, jak morze spotyka się z niebem. Słyszała mewy, samochody, dziecięce krzyki i śmiech ludzi. Wszędzie było życie, a ona i tak czuła samotność.
Jesteś piękna i bardzo smutna, usłyszała głos chłopaka siedzącego obok.
Przedstawił się jako Paweł.
Jestem Paweł, powiedział.
Alicja, odpowiedziała. Porozmawiali chwilę, po czym szybko odeszła. Paweł już od dawna ją obserwował i zauważył jej smutek.
Do wyjazdu zostały dwa dni. Alicja poszła do sklepu, a przy wyjściu spotkała Pawła. Chwycił jej torbę.
Pomogę, jeśli nie masz nic przeciwko, powiedział.
Jeśli chcesz, pomagaj, odparła.
Zaproponował, żeby usiedli w letniej kawiarni obok supermarketu.
Ja wyjeżdżam za trzy dni, a ty jeszcze tutaj? zapytał.
My wyjeżdżamy jutro w nocy, bilety już mamy, odpowiedziała.
Okazało się, że mieszkają w tym samym mieście. Paweł też skończył tę samą uczelnię, pracował w biurze projektowym, a po nieudanym związku przyjechał odpocząć.
Alicja opowiedziała mu o stracie i o matce Michała, a on zdziwił się:
Dlaczego ty trzymasz się jego mamy? Zwykle takie relacje się kończą.
Nie wiem, odpowiedziała, ale nie chcę jej skrzywdzić.
Wymienili się numerami i umówili na spotkanie.
Kiedy Alicja wróciła do domu pani Teresy, kobieta była już niezadowolona.
Gdzie byłaś? zapytała.
W sklepie, potem się przeszłam.
Alicja coraz mocniej czuła, że matka Michała ją zaciska. Jej własna mama stale powtarzała:
Oderwij się od tego ciężaru, nie chodź do jego matki, ona ciągnie cię w dół.
Ale Alicja nie umiała tak po prostu odejść, bo sama tkwiła w tym morzu obowiązku.
Pewnego wieczoru pakowała z panią Teresą rzeczy i mówiła, że wkrótce wróci do swojego miasta, zacznie nowe życie.
Czyli nowe życie, mruknęła Teresa. Myślałam, że będziesz miała dziecko, przecież tak często byłaś z Michałem.
Alicja ostro odpowiedziała, że nikt jej nie jest potrzebny, nawet brat Michała, i pierwszy raz od pogrzebu naprawdę się rozpłakała.
Po tym zdecydowała ostatecznie: będzie inne życie, bez pani Teresy.
Rozpoczął się rok akademicki. Alicja spotykała się z Pawłem, a pewnego dnia sama poszła na grób Michała.
Żegnaj, Michał, wyszeptała. Byłam z tobą szczęśliwa, dziękuję za wszystko. Odszedłeś za wcześnie, ale ja muszę żyć dalej. Jestem już inna, będę miała inne życie bez ciebie.
Wyszła z cmentarza do samochodu, w którym czekał Paweł. Przy nim poczuła, że znów ma siłę, a nowe życie naprawdę zaczyna rozkwitać. Z panią Teresą prawie się nie widywała, a po pewnym czasie ona i Paweł pobrali się i czekali już na dziecko.
Tak właśnie, przyjacielu, wszystko się skończyło. Życie trwa dalej, a czasem nowe spotkanie pomaga człowiekowi poradzić sobie ze stratą.
