Spędziłam w nadmorskim kurorcie noc z mężczyzną, którego zobaczyłam pierwszy raz w życiu… lecz gdy wróciłam do pracy, zamarłam, bo siedział tam właśnie ON

— Pan… wiedział? — wyszeptała, czując, jak grunt usuwa jej się spod nóg. — Wiedział pan, gdzie pracuję?

Podszedł bliżej i odezwał się ciszej, tak aby te słowa dotarły tylko do niej:

— Nie. Ale dziś rano zobaczyłem pani zdjęcie w teczce z aktami pracowników i zrozumiałem, że to nie może być zwykły przypadek.

Magdalena bezradnie spojrzała na kolegów, którzy już zaczęli wymieniać między sobą znaczące spojrzenia, na zamykające się drzwi gabinetu i na sekretarkę, która z przesadnym skupieniem udawała, że niczego nie widzi.

— Mam syna — powiedziała prawie bezgłośnie. — I ja… ja nie jestem kobietą, która drugi raz rzuca się w uczucia, nie myśląc o tym, co będzie później.

Piotr ostrożnie ujął jej dłoń, jakby bał się wykonać choćby jeden zbyt śmiały gest.

— A ja nie jestem mężczyzną, który szuka przypadkowych przygód. Te pięć dni było najlepszym, co spotkało mnie po rozwodzie. Jeśli mi pani pozwoli, nie będę niczego przyspieszał. Poczekam. Poznam pani syna. Udowodnię, że potrafię być blisko nie tylko nad morzem, ale także w zwyczajnym życiu.

Magdalena uniosła wzrok. W jego oczach nie było gry, pychy ani pragnienia, by zrobić na niej efektowne wrażenie. Było tylko ciepło, spokój i taka szczerość, od której nagle zaszczypało ją w nosie.

— To niepojęte — powiedziała cicho. — Przecież ja nawet nie wiedziałam, kim pan naprawdę jest.

— Teraz już pani wie. — Uśmiechnął się tym samym uśmiechem, od którego w kurorcie miękły jej kolana. — A ja mam zwyczaj naprawiać swoje błędy do końca.

Pół roku później wzięli ślub. Matka Magdaleny, patrząc na rozpromienioną córkę, tylko uśmiechała się i kręciła głową: „Mówiłam ci przecież, że los znajdzie cię wszędzie, nawet jeśli będziesz się przed nim chować. Choćby przy rozbitym arbuzie”.

A była kierowniczka Iwona Kowalska do dziś nie potrafiła wyjaśnić, dlaczego zdjęcie Magdaleny dzień przed jej powrotem z urlopu nagle znalazło się w teczce „nowi pracownicy” na biurku nowego przełożonego.

Ale to była już zupełnie inna historia.

Koniec.