„Spodziewam się dziecka z twoim narzeczonym” — wykrzyczała najlepsza przyjaciółka podczas wieczoru panieńskiego, a panna młoda poczuła, jak rozpada się jej świat

— Kiedy to było? — zapytała Alicja.

— Tego dnia, kiedy pojechałaś do Lublina — odpowiedziała Ewelina. — Piętnastego kwietnia.

Marta zamknęła oczy, próbując opanować serce bijące jak oszalałe.

— Ja nie byłam wtedy w Lublinie — powiedziała. — Nie mogłam pojechać, bo ciotka trafiła do szpitala. Zostaliśmy z Piotrem w domu i oglądaliśmy filmy.

Ewelina zaprotestowała, że Piotr mówił jej coś zupełnie innego, że Marta wyjechała.

— I ty mu uwierzyłaś? — spytała Paulina. — A może po prostu wszystko sobie wymyślił?

— Nie! — krzyknęła Ewelina. — On przychodził do mnie do mieszkania. Mam dowód! — znów pokazała fotografię.

Marta przyjrzała się zdjęciu uważniej i nagle roześmiała się tak, że pozostałe aż zamarły.

— Boże… — otarła łzy, tym razem od śmiechu. — To nie jest nasza sypialnia. To twoje mieszkanie. Na ścianie wiszą te łabędzie, które przywiozłaś z domu rodziców.

Ewelina zamrugała, jakby dopiero teraz zobaczyła własne zdjęcie.

— A jeśli sprawdzisz datę — ciągnęła Marta — zobaczysz, że fotografia nie została zrobiona w kwietniu, tylko w lutym. Piętnastego lutego. 15.02, nie 15.04.

W pokoju zawisła ponura, dławiąca cisza. Ewelina powoli opadła na kanapę, jakby nagle zabrakło jej sił.

— Czyli co? — zapytała Alicja. — Okłamałaś nas wszystkie?

— Ja… — Ewelina zakryła twarz dłońmi. — Test naprawdę jest pozytywny, ale nie wiem, kto jest ojcem. Po rozwodzie spotykałam się z kilkoma mężczyznami, a kiedy dowiedziałam się o ciąży, spanikowałam. Żaden nie chciał niczego poważnego. Piotr wydawał się troskliwy, dobry… Pomyślałam, że może on mógłby zostać ojcem.

— Uznałaś, że byłby dobrym ojcem — dokończyła Paulina chłodno. — I skłamałaś, żeby rozwalić ich związek.

— Jesteś podła — wyszeptała Marta, a w jej głosie było więcej bólu niż gniewu. — Uważałam cię za najlepszą przyjaciółkę.

— Byłam zrozpaczona — przyznała Ewelina, nie podnosząc głowy. — Po rozwodzie jestem sama, z dzieckiem, teraz jeszcze ciąża… Nie wiedziałam, co robić.

Alicja ciężko westchnęła.

— Mogłaś poprosić o pomoc. Naprawdę byśmy cię wsparły. Ale to…

Marta w milczeniu zaczęła zbierać swoje rzeczy.

— Dokąd idziesz? — zapytała Alicja. — Jest późno, lepiej zostań do rana.

— Nie mogę tu zostać — powiedziała Marta, a łzy spływały jej po policzkach. — Zamówię taksówkę i wrócę do domu.

— Jadę z tobą — oznajmiła stanowczo Alicja. — Nie zostawię cię samej.

Ewelina siedziała na kanapie i nie podnosiła wzroku.

— Marta, wybacz mi. Zazdrościłam ci szczęścia… Przepraszam.

Marta zatrzymała się w drzwiach i odwróciła.

— Zniszczyłaś nie tylko naszą przyjaźń. Zniszczyłaś moje zaufanie do ludzi. Nie wiem, czy kiedykolwiek będę umiała ci wybaczyć.

W taksówce pędzącej nocną drogą Marta milczała, wpatrzona w mijające za szybą światła. Alicja nie naciskała. Wiedziała, że przyjaciółka potrzebuje przestrzeni, żeby oddychać.

— Wiesz, czego najbardziej się boję? — Marta przerwała ciszę. — Że przez chwilę jej uwierzyłam. Zwątpiłam w Piotra. W nas.

— To normalne — odpowiedziała cicho Alicja. — Każdy by zwątpił, słysząc coś takiego.

— Nie powinnam! — Marta uderzyła pięścią w kolano. — Znam Piotra cztery lata. Nigdy nie dał mi powodu, żebym mu nie ufała. A wystarczyło jedno oskarżenie i już prawie uwierzyłam w zdradę.

— Po prostu straciłaś grunt pod nogami — Alicja położyła jej dłoń na ramieniu. — Wszystko się ułoży. Prawda i tak wyszła na jaw.

— Tak — Marta uśmiechnęła się gorzko. — Moja najlepsza przyjaciółka okazała się zdrajczynią, gotową rozwalić moje szczęście, żeby ratować samą siebie.

— Ewelina popełniła straszny błąd — westchnęła Alicja. — Ale jest zrozpaczona, samotna, z dzieckiem, bez wsparcia…

— Ty ją usprawiedliwiasz? — Marta spojrzała na nią, a w oczach znów błysnął gniew.

— Nie — odparła twardo Alicja. — Próbuję zrozumieć. To nie to samo.

Cisza znowu wypełniła wnętrze samochodu. Taksówkarz włączył radio i z głośników popłynęła cicha, ciepła melodia.

— Zadzwonię do Piotra — powiedziała w końcu Marta.

Piotr odebrał niemal od razu. Słuchał jej w milczeniu, bez przerywania, jakby każde słowo brał na siebie. Potem obiecał, że spotka się z nią o świcie w parku, żeby razem zdecydować, jak dalej żyć.