– Zdejmij obrączkę, moja córka bardziej jej potrzebuje – oznajmiła teściowa przy rodzinnym stole, a wszyscy zamilkli

– Zdejmij obrączkę, moja córka bardziej jej potrzebuje – zażądała Krystyna przy świątecznie nakrytym stole.

– Nie możemy już dłużej czekać, Kasiu. Albo pójdziesz do lekarza, albo sam cię zapiszę i zawiozę – Marek bębnił palcami po blacie, próbując ukryć irytację.

– Nie zaczynaj – Kasia zmęczonym ruchem przeczesała splątane włosy. – Minęły dopiero trzy miesiące. Lekarz mówił, żeby poczekać pół roku, zanim zaczniemy się martwić.

– Trzy miesiące? – prychnął Marek. – Jesteśmy małżeństwem od dwóch lat. Dwóch! A wnuków nadal nie ma. Mama codziennie pyta, kiedy może się ich spodziewać.

Kasia odwróciła się do szafki, udając, że czegoś szuka. Rozmowa o dziecku zawsze kończyła się kłótnią. Ona także pragnęła zostać matką, lecz na razie bez skutku, a nacisk teściowej tylko dolewał oliwy do ognia.

– Skoro już wspomniałeś o mamie – zmieniła temat. – Jutro przychodzą na kolację, trzeba kupić produkty.

– Już kupiłem – mruknął Marek. – Mama poprosiła o kaczkę z jabłkami, tę jak na Wigilię. Tata podobno wciąż wspomina twoje gotowanie.

Kasia lekko się uśmiechnęła. Dobrze, że chociaż ktoś cenił jej kulinarne starania, w przeciwieństwie do teściowej, która widziała w niej same braki.

– Natalia też przyjdzie? – zapytała o młodszą siostrę Marka.

– Oczywiście. I nie sama – Marek próbował ją pocieszyć. – Mama mówi, że ma adoratora. Poważny chłopak, lekarz.

Kasia skinęła głową, czując ukłucie zazdrości. Natalia miała dwadzieścia dwa lata i był to już jej trzeci „poważny” mężczyzna w ciągu roku. Krystyna ciągle stawiała ją za wzór: piękna, zdolna, robi karierę. A Kasia, trzydziestoletnia, bez dzieci i bez wielkich osiągnięć.

– Kasiu, przepraszam – Marek podszedł od tyłu i objął ją za ramiona. – Nie chciałem naciskać, po prostu się martwię.

– Wiem – wsunęła dłoń w jego rękę. – Wszystko będzie dobrze. Jutro zrobię twoją ulubioną kaczkę i wszyscy będą zadowoleni.

Pocałował ją w policzek i poszedł oglądać mecz, a Kasia została w kuchni, układając w myślach listę zadań: umyć serwis, wyprasować obrus, wypolerować sztućce, bo Krystyna zauważy każdą smugę. Musiała też wybrać strój: elegancki, lecz bez przesady. Nieważne, jak bardzo się starała, teściowa zawsze znajdowała powód do uwagi.

Rano Kasia wstała wcześniej niż zwykle. Marek jeszcze spał, więc cicho wysunęła się z łóżka i od razu zabrała się do przygotowań.

O trzeciej mieszkanie lśniło czystością, kaczka dochodziła w piekarniku i wypełniała dom zapachem jabłek, a stół wyglądał, jakby mieli przyjąć honorowych gości. Kasia obejrzała się w lustrze: granatowa sukienka ze stójką wysmuklała sylwetkę, delikatny makijaż odświeżał twarz. Na palcu połyskiwała platynowa obrączka z małym brylantem, rodzinna pamiątka.

– Wyglądasz wspaniale – powiedział Marek, obejmując ją od tyłu. – Jak zawsze.

– Dziękuję – uśmiechnęła się, tłumiąc niepokój. – Mam nadzieję, że twojej mamie spodoba się kolacja.

– Jasne – mrugnął. – Twojej kaczce nikt się nie oprze.

Dzwonek zabrzmiał punktualnie o piątej. Krystyna, jak zawsze, nie spóźniła się ani minuty.

– Moi drodzy! – zawołała, wpadając do mieszkania i całując syna w policzek. Kasi przypadł tylko suchy uścisk dłoni. – Jak ja się stęskniłam!

Za nią wszedł Stanisław, ojciec Marka, wysoki siwy mężczyzna o dobrym spojrzeniu. Przytulił synową i szepnął:

– Pachnie cudownie, Kasiu. Już jestem głodny.

Kasia uśmiechnęła się z wdzięcznością.

– A gdzie Natalia? – spytał Marek, odbierając od rodziców płaszcze.

– Dojedzie później – odparła Krystyna, rozglądając się po przedpokoju. – Z Tomaszem. Zatrzymali się w szpitalu.

– Tomasz to…? – zapytała Kasia.

– Jej narzeczony – oznajmiła teściowa z dumą. – Neurochirurg, bardzo obiecujący młody człowiek.

– Narzeczony? – zdziwił się Marek. – Mamo, nie mówiłaś, że oni już…

– Oficjalnie jeszcze nie – machnęła ręką Krystyna. – Ale to kwestia czasu. Tomasz już dawał do zrozumienia, że chce prosić ją o rękę.

Kasia spojrzała na Stanisława. Teść lekko przewrócił oczami, pokazując, że Krystyna znów bierze swoje życzenia za rzeczywistość.

– Proszę do salonu – zaproponowała Kasia. – Zaraz nakryję. Marek, pomożesz?

W kuchni odetchnęła i zaczęła wykładać przystawki, a Marek otwierał wino.

– Nie zwracaj uwagi na mamę – powiedział. – Gdy chodzi o Natalię, zawsze przesadza.

– Wiem – odparła. – Pomóż mi z sałatkami.

Po pół godzinie weszła Natalia, jasnowłosa blondynka z modną fryzurą i perfekcyjnym manicure. Obok niej stał wysoki ciemnowłosy mężczyzna około trzydziestu pięciu lat, w eleganckim garniturze.

– Cześć wszystkim! – zawołała, obejmując brata. – Poznajcie Tomasza.

– Miło mi – Tomasz uścisnął dłoń Marka i skinął głową Kasi. – Dziękuję za zaproszenie.

– To tradycja – uśmiechnęła się Kasia. – Rodzinna kolacja raz w miesiącu.

– Bardzo dobra tradycja – przyznał Tomasz. – Rodzina jest najważniejsza.

Krystyna promieniała, patrząc na córkę i jej partnera.

– Widzisz, Marek, Natalia jest młodsza, a już znalazła godnego mężczyznę. Tomasz kieruje oddziałem neurochirurgii.

– Mamo – Natalia przewróciła oczami – my się tylko spotykamy. Nie zawstydzaj Tomasza.

– Dobrze, dobrze – teściowa poklepała ją po dłoni. – Ja widzę, jak na siebie patrzycie. A Kasia i Marek dwa lata po ślubie, a ani gniazdka, ani dzieci.

– Mamo! – przerwał Marek. – Rozmawialiśmy o tym.

– A co ja takiego powiedziałam? – Krystyna udała niewinną. – Tylko stwierdzam fakt.

Przy stole rozmowa płynęła przez wiadomości, politykę i rodzinne sprawy. Kaczka z jabłkami udała się znakomicie, nawet Krystyna pochwaliła danie. Kasia trochę się rozluźniła, ale nadzieja szybko okazała się złudna.

Kiedy podano domowe tiramisu, Natalia nagle złapała się za palec.

– Co się stało? – zaniepokoił się Tomasz.

– Pierścionek mnie uwiera – poskarżyła się, zsuwając cienką złotą obrączkę z drobnym kamykiem. – Chyba palec spuchł od ciepła.

– Daj, zobaczę – Krystyna wzięła pierścionek i obróciła go w palcach. – Przecież to tania błyskotka! Natalko, zasługujesz na coś lepszego.

– Mamo, to prezent – Natalia próbowała go odebrać, ale teściowa nie ustępowała.

– Od kogo? – spytała natarczywie.

– Od kolegi – odpowiedziała niechętnie Natalia. – Na urodziny.

– Od Kamila? – Krystyna zmrużyła oczy. – Wiedziałam! Wciąż kontaktujesz się z tym chłopakiem?

– Mamo! – oburzyła się Natalia. – On nie jest żadnym oszustem, tylko dobrym przyjacielem.

Teściowa prychnęła i zwróciła się do Tomasza:

– Proszę się nie przejmować, panie Tomaszu. Natalia miała nieudaną znajomość, ale szybko zrozumiała, że to nie dla niej partia.

Kasia zauważyła, że Tomasz zesztywniał, jakby o „dobrym przyjacielu” nie wiedział. Krystyna też to wyczuła i postanowiła naprawić sytuację.

– Widzisz, Kasiu, dobrze nie nosić byle świecidełek – powiedziała, wskazując na rękę synowej. – Ty masz porządną obrączkę, taką, jaka pasuje zamężnej kobiecie.

Kasia odruchowo przykryła prawą dłoń lewą, jakby chciała ochronić pierścionek. Nie podobało jej się, dokąd zmierza teściowa.

– Marek tak się starał, wybierając go – ciągnęła Krystyna z nostalgią. – Pamiętam, jak radził się nas i pokazywał katalogi…

– Właściwie to prezent od moich rodziców – poprawiła cicho Kasia. – Rodzinna pamiątka.

W pokoju zapadła niezręczna pauza. Krystyna zacisnęła usta.

– Doprawdy? – powiedziała po chwili. – Byłam pewna, że Marek go kupił.

– Kasia ma rację, mamo – wtrącił Marek. – To prezent od jej rodziców. Chcieli, żeby nosiła właśnie tę obrączkę.

– Cóż, miło – odparła Krystyna, wyraźnie niezadowolona. – W naszej rodzinie też są tradycje. Ja nosiłam obrączkę swojej teściowej i zamierzałam przekazać ją żonie Marka.

– Pierwsze słyszę – mruknął Stanisław, lecz żona go zignorowała.

– A Natalii przydałby się teraz dobry pierścionek – kontynuowała teściowa, przenosząc wzrok z córki na Kasię. – Zwłaszcza gdy ma takie „poważne” relacje.

Kasia zastygła, rozumiejąc, do czego to prowadzi.

– Chce pani, żebym oddała Natalii swoją obrączkę? – zapytała prosto.

– Dlaczego od razu oddała? – Krystyna udała obrażoną. – Pożyczyła na jakiś czas. Przecież może być zaręczona, powinna wyglądać godnie. A ty już jesteś mężatką, nie musisz codziennie nosić tak drogiej ozdoby.

Nad stołem zawisło napięte milczenie. Kasia spojrzała na Marka, czekając na wsparcie, ale on siedział z pustym wzrokiem, niezdolny stanąć po jej stronie.

– Mamo, wystarczy – odezwała się Natalia. – Nie potrzebuję cudzego pierścionka.

– Nie cudzego, tylko rodzinnego – ucięła Krystyna. – Zdejmij obrączkę, moja córka bardziej jej potrzebuje. Widzisz, jakiego ma narzeczonego!

Wszyscy poczerwienieli: Kasia z oburzenia, Natalia ze wstydu, Tomasz z zakłopotania. Krystyna pozostała niewzruszona, jakby nie zauważała, że przekracza wszelkie granice.

Kasia powoli wstała.

– Przepraszam, muszę sprawdzić deser – powiedziała drżącym głosem i wyszła do kuchni.

Oparła się o lodówkę, próbując uspokoić drżenie rąk. Przez sześć lat związku z Markiem przywykła do wybryków teściowej, ale ten wieczór pobił wszystko. Żądać rodzinnej pamiątki, prezentu od rodziców, dla dziewczyny, która być może nawet nie planowała życia z Tomaszem? To było już ponad jej siły.

Drzwi kuchni otworzyły się i wszedł Stanisław.

– Wybacz jej, Kasiu – powiedział cicho. – Krystyna zawsze była osobliwa, zwłaszcza kiedy chodzi o córkę.

– To już nie osobliwość, panie Stanisławie – Kasia pokręciła głową. – To brak szacunku do mnie, do moich rodziców i do naszego małżeństwa.

– Wiem – teść bezradnie rozłożył ręce. – Porozmawiam z nią. A ty nie bierz tego tak do serca.

Kasia skinęła głową, choć wiedziała, że rozmowy niczego nie zmienią. Wyjęła deser i zaczęła nakładać go do pucharków.

Wtedy do kuchni wszedł Marek.

– Kasiu, jak się czujesz? – spytał, nie patrząc jej w oczy.

– Jak myślisz? – odpowiedziała cicho. – Twoja matka właśnie zażądała, żebym oddała moją obrączkę twojej siostrze, a ty milczałeś.

– Wiem – potarł kark. – Ale przecież rozumiesz, jaka ona jest. Najlepiej puścić to mimo uszu.

– Puścić? – Kasia spojrzała na niego z niedowierzaniem. – To nie była przypadkowa uwaga, tylko rozkaz, żebym oddała coś, co jest dla mnie cenne. I mam udawać, że nic się nie stało?

– Nie, oczywiście, że nie – podszedł bliżej, próbując ją objąć, lecz odsunęła się. – Nie chcę skandalu. Dokończmy wieczór, a potem naprawdę z nią porozmawiam.

– Jak ostatnio? I przedostatnio? – uśmiechnęła się gorzko Kasia. – Za każdym razem obiecujesz rozmowę, a nic się nie zmienia.

– Wiesz co – postawiła pucharki na tacy – zanieś deser sam. Ja się położę. Głowa mi pęka.

Wyszła z kuchni, starając się trzymać prosto, weszła do salonu i skinęła gościom.

– Przepraszam, źle się czuję. Marek przyniesie deser. Smacznego.

Potem poszła do sypialni i szczelnie zamknęła za sobą drzwi.

Po godzinie usłyszała, jak goście się żegnają. Rozstanie brzmiało sztywno i nerwowo. Gdy drzwi wejściowe się zatrzasnęły, w mieszkaniu zapadła cisza.

Marek ostrożnie zapukał do sypialni.

– Kasiu, mogę wejść?

Milczała. Uchylił drzwi i zajrzał. Kasia siedziała na brzegu łóżka, patrząc w okno.

– Poszli? – spytała, nie odwracając się.

– Tak – Marek usiadł obok. – Natalia przeprosiła za mamę. Tomasz też. Było im bardzo niezręcznie.

– A tobie? – Kasia odwróciła głowę. – Tobie było niezręcznie?

Marek powoli wstał, podszedł do okna i spojrzał na migoczące światła miasta. Zrozumiał, że nadszedł czas wyboru: zostać w cieniu cudzych oczekiwań albo wreszcie samemu zdecydować, gdzie jest jego własne szczęście.