– Zdejmij obrączkę, mojej córce przyda się bardziej – powiedziała Teresa przy nakrytym stole, a w pokoju natychmiast zrobiło się tak cicho, jakby ktoś zgasił całe powietrze.
– Nie możemy dłużej tego odkładać, Aniu! – Piotr stukał palcami o blat, starając się ukryć narastające rozdrażnienie. – Albo sama pójdziesz do lekarza, albo ja cię zapiszę i zawiozę.
– Nie zaczynaj znowu – Anna przeciągnęła dłonią po splątanych włosach. – Minęły dopiero trzy miesiące. Lekarz powiedział, żeby nie panikować, tylko poczekać pół roku.
– Trzy miesiące? – prychnął Piotr. – Jesteśmy małżeństwem od dwóch lat. Dwóch! A wnuków nadal nie ma. Moja mama pyta mnie o to każdego dnia.
Anna odwróciła się do szafki i zaczęła udawać, że czegoś szuka. Temat dzieci zawsze kończył się kłótnią. Sama marzyła o dziecku, tylko że marzenia nie chciały się spełnić, a nacisk ze strony teściowej sprawiał, że każdy taki wieczór zamieniał się w bolesne przesłuchanie.
– Skoro już mowa o twojej mamie – odezwała się po chwili, zmieniając temat. – Jutro przychodzą do nas na kolację. Trzeba zrobić zakupy.
– Już zrobiłem – mruknął Piotr, próbując się opanować. – Mama poprosiła o kaczkę z jabłkami, taką jak na święta. Tata podobno do dziś wspomina twoje gotowanie.
Anna uśmiechnęła się słabo. Dobrze było wiedzieć, że choć jedna osoba potrafi docenić jej kuchnię, w przeciwieństwie do teściowej, która w niej samej widziała głównie braki.
– A Kasia też będzie? – zapytała, mając na myśli młodszą siostrę Piotra.
– Oczywiście. I nie sama – Piotr próbował nadać głosowi lżejszy ton. – Mama mówi, że pojawił się jakiś adorator. Poważny chłopak, lekarz.
Anna skinęła głową, czując ukłucie zazdrości, którego natychmiast się zawstydziła. Kasia miała dwadzieścia dwa lata i już trzeciego „poważnego” mężczyznę w ciągu roku. Teściowa stale stawiała ją za wzór: piękna, zdolna, z przyszłością. A Anna, trzydziestoletnia, bez dzieci i bez osiągnięć, które można by z dumą wyliczać przy rodzinie.
– Aniu, przepraszam – Piotr podszedł od tyłu i objął ją za ramiona. – Nie chciałem naciskać. Po prostu się martwię.
– Wiem – położyła dłoń na jego ręce. – Wszystko się ułoży. Jutro zrobię twoją ulubioną kaczkę i każdy będzie zadowolony.
Pocałował ją w policzek i poszedł oglądać mecz, a Anna została w kuchni, układając w głowie listę obowiązków: umyć porcelanowy serwis, wyprasować obrus, wypolerować sztućce, bo Teresa z pewnością zauważy nawet najmniejszą smugę. Musiała jeszcze wymyślić, co założyć: elegancko, ale bez przesady. Choćby starała się nie wiadomo jak, teściowa i tak znajdowała powód, by ją ukłuć.
Rano Anna obudziła się wcześniej niż zwykle. Piotr jeszcze spał, więc wysunęła się ostrożnie spod kołdry, żeby go nie obudzić, i od razu zabrała się do przygotowań.
O trzeciej po południu mieszkanie lśniło czystością, kaczka powoli dochodziła w piekarniku i wypełniała pokoje ciepłym, świątecznym zapachem, a stół wyglądał tak, jakby za chwilę mieli przyjść nie krewni, lecz wyjątkowo ważni goście. Anna spojrzała w lustro. Granatowa sukienka ze stójką wysmuklała sylwetkę, lekki makijaż odświeżał twarz. Na palcu połyskiwała platynowa obrączka z maleńkim brylantem, rodzinna pamiątka.
– Wyglądasz wspaniale – powiedział Piotr, obejmując ją od tyłu. – Jak zawsze.
– Dziękuję – uśmiechnęła się, próbując uciszyć napięcie. – Mam nadzieję, że twojej mamie spodoba się kolacja.
– Jasne – mrugnął do niej. – Twojej kaczce nikt się nie oprze.
Dzwonek rozbrzmiał punktualnie o piątej. Teresa, jak zwykle, nie spóźniła się nawet o minutę.
– Moi kochani! – zawołała, wchodząc do mieszkania i całując syna w policzek. Annie podała tylko suchą, chłodną dłoń. – Jak ja za wami tęskniłam!
Za nią wszedł Jan, ojciec Piotra, wysoki, siwiejący mężczyzna o łagodnej twarzy. Przytulił synową i szepnął:
– Pachnie cudownie, Aneczko. Już mi ślinka cieknie.
Anna posłała mu wdzięczny uśmiech.
– A gdzie Kasia? – zapytał Piotr, pomagając rodzicom zdjąć płaszcze.
– Dojedzie trochę później – odparła Teresa, rozglądając się po przedpokoju. – Z Michałem. Zatrzymali się w klinice.
– Michał to…? – upewniła się Anna.
– Jej narzeczony – oznajmiła teściowa z dumą. – Neurochirurg. Bardzo obiecujący młody człowiek!
– Narzeczony? – zdziwił się Piotr. – Mamo, nie mówiłaś, że oni już…
– Oficjalnie jeszcze nie – machnęła ręką Teresa. – Ale to tylko kwestia czasu. Michał już dawał do zrozumienia, że chce prosić ją o rękę.
Anna wychwyciła spojrzenie Jana. Teść lekko przewrócił oczami, dając jej znać, że jego żona po raz kolejny uznała własne życzenie za fakt.
– Zapraszam do salonu – powiedziała Anna. – Zaraz podam kolację. Piotrze, pomożesz mi?
W kuchni odetchnęła głębiej i zaczęła układać przystawki, podczas gdy Piotr otwierał butelkę wina.
– Nie zwracaj uwagi na mamę – powiedział. – Zawsze przesadza, kiedy chodzi o Kasię.
– Wiem – odparła Anna z bladym uśmiechem. – Pomóż mi zanieść sałatki.
Po pół godzinie zjawiła się Kasia, jasnowłosa, z modnym cięciem i perfekcyjnym manicure. Obok niej stał wysoki, ciemnowłosy mężczyzna około trzydziestki piątki, w nienagannym garniturze.
– Cześć wszystkim! – zawołała, obejmując brata. – Poznajcie Michała.
– Bardzo mi miło – Michał uścisnął rękę Piotrowi i skinął głową Annie. – Dziękuję za zaproszenie.
– To u nas tradycja – odpowiedziała Anna. – Rodzinna kolacja raz w miesiącu.
– Piękna tradycja – przyznał Michał. – Rodzina jest w życiu najważniejsza.
Teresa aż promieniała, patrząc na córkę i jej towarzysza.
– Widzisz, Piotrze, Kasia jest młodsza, a już znalazła sobie porządnego mężczyznę. Michał kieruje oddziałem neurochirurgii.
– Mamo – Kasia przewróciła oczami. – My się po prostu spotykamy. Nie zawstydzaj Michała.
– Oj, już dobrze, dobrze – teściowa poklepała ją po ręce. – Ja widzę, jak na siebie patrzycie. A Anna i Piotr dwa lata po ślubie, i ani gniazdka pełnego, ani dzieci.
– Mamo! – przerwał jej Piotr. – Rozmawialiśmy już o tym.
– A co ja takiego powiedziałam? – Teresa przybrała niewinną minę. – Stwierdziłam tylko fakt.
Przy stole rozmowa płynęła przez wiadomości, politykę i rodzinne sprawy. Kaczka z jabłkami wyszła znakomicie i nawet Teresa pochwaliła danie. Anna pozwoliła sobie na chwilę oddechu, ale ta ulga okazała się przedwczesna.
Kiedy podała domowe tiramisu, Kasia nagle chwyciła się za palec.
– Co się stało? – zaniepokoił się Michał.
– Pierścionek mnie obciera – poskarżyła się, zdejmując cienką złotą obrączkę z drobnym kamyczkiem. – Pewnie palec spuchł od ciepła.
– Pokaż – Teresa wzięła pierścionek i obejrzała go pod światło. – Przecież to tania błyskotka! Kasiu, ty zasługujesz na coś lepszego.
– Mamo, to prezent – Kasia próbowała odebrać jej ozdobę, ale Teresa nie zamierzała odpuścić.
– Od kogo? – spytała ostro.
– Od kolegi – odpowiedziała Kasia niechętnie. – Na urodziny.
– Od Pawła? – Teresa zmrużyła oczy. – Wiedziałam! Wciąż utrzymujesz kontakt z tym chłopakiem?
– Mamo! – oburzyła się Kasia. – On nie jest żadnym oszustem, tylko dobrym przyjacielem.
Teściowa prychnęła i zwróciła się do Michała:
– Proszę się nie przejmować, panie Michale. Kasia miała kiedyś nieudany romans, ale szybko zrozumiała, że to nie był mężczyzna dla niej.
Anna zauważyła, jak Michał zesztywniał, jakby o tym „dobrym przyjacielu” nie wiedział. Teresa również to dostrzegła i najwyraźniej postanowiła natychmiast naprawić sytuację.
– Właśnie, Anna słusznie nie nosi takich świecidełek – powiedziała, wskazując na dłoń synowej. – Ona ma porządną obrączkę, jak przystało na mężatkę.
Anna odruchowo przykryła prawą dłoń lewą, jakby chciała ochronić pierścionek przed cudzym wzrokiem. Nie podobało jej się, dokąd zmierza ta rozmowa.
– Piotr bardzo się starał, kiedy ją wybierał – ciągnęła Teresa z nagłą nostalgią. – Pamiętam, jak radził się nas, pokazywał katalogi…
– Właściwie to prezent od moich rodziców – sprostowała cicho Anna. – Rodzinna pamiątka.
W pokoju zawisła niezręczna cisza. Usta Teresy zacisnęły się w wąską linię.
– Doprawdy? – odezwała się w końcu. – Byłam pewna, że Piotr ją kupił.
– Anna ma rację, mamo – wtrącił Piotr. – To prezent od jej rodziców. Chcieli, żeby nosiła właśnie tę obrączkę.
– No cóż, uroczo – Teresa wyraźnie nie była zadowolona. – W naszej rodzinie też są tradycje. Ja na przykład nosiłam obrączkę po teściowej i zamierzałam przekazać ją żonie Piotra.
– Pierwsze słyszę – mruknął Jan, ale żona całkowicie go zignorowała.
– A Kasi teraz naprawdę przydałby się porządny pierścionek – ciągnęła teściowa, przenosząc wzrok z córki na Annę. – Zwłaszcza teraz, kiedy ma takie poważne relacje.
Anna znieruchomiała. W jednej chwili zrozumiała, do czego Teresa prowadzi.
– Chce pani, żebym oddała Kasi swoją obrączkę? – zapytała wprost.
– Czemu od razu oddała? – Teresa udała urażoną. – Pożyczyła na jakiś czas. W końcu może mieć wkrótce zaręczyny, powinna wyglądać godnie. A ty już jesteś mężatką, nie musisz codziennie nosić tak drogiej ozdoby.
Nad stołem zapadło napięte milczenie. Anna spojrzała na Piotra, czekając, aż stanie po jej stronie, ale on siedział ze spuszczonym wzrokiem, jakby bał się poruszyć.
– Mamo, wystarczy – odezwała się w końcu Kasia. – Nie potrzebuję cudzego pierścionka.
– Nie cudzego, tylko rodzinnego – ucięła Teresa. – Zdejmij obrączkę, mojej córce przyda się bardziej. Widzisz przecież, jakiego ma narzeczonego!
Wszyscy poczerwienieli: Anna z oburzenia, Kasia ze wstydu, Michał z zakłopotania. Tylko Teresa pozostała niewzruszona, jakby wcale nie zauważała, że właśnie przekroczyła granicę, której nie wolno było dotykać.
Anna powoli wstała.
– Przepraszam, muszę sprawdzić deser – powiedziała drżącym głosem i wyszła do kuchni.
Oparła się plecami o lodówkę, próbując uspokoić drżenie rąk. Przez sześć lat związku z Piotrem zdążyła przywyknąć do wybryków teściowej, ale ten wieczór przebił wszystko. Żądać rodzinnej pamiątki, prezentu od rodziców, dla dziewczyny, z którą Michał być może wcale nie planował wspólnego życia? To było już za daleko.
Drzwi kuchni uchyliły się i wszedł Jan.
– Wybacz jej, Aneczko – powiedział cicho. – Teresa zawsze była… osobna. Szczególnie gdy chodzi o córkę.
– To już nie jest osobność, panie Janie – Anna pokręciła głową. – To brak szacunku do mnie, do moich rodziców i do naszego małżeństwa.
– Wiem – teść rozłożył ręce z poczuciem winy. – Porozmawiam z nią. Tylko nie bierz tego tak do serca.
Anna lekko skinęła głową, choć doskonale wiedziała, że takie rozmowy niczego nie zmienią. Wyjęła deser i zaczęła rozkładać go do pucharków.
W tej samej chwili do kuchni wszedł Piotr.
– Aniu, jak się czujesz? – zapytał, nie patrząc jej w oczy.
– A jak myślisz? – odpowiedziała cicho. – Twoja matka właśnie zażądała, żebym oddała swoją obrączkę twojej siostrze, a ty milczałeś.
– Wiem – potarł kark. – Po prostu sama rozumiesz, jaka ona jest. Lepiej puścić to mimo uszu.
– Puścić? – Anna spojrzała na niego z niedowierzaniem. – To nie była przypadkowa uwaga, tylko bezpośrednie żądanie, żebym oddała coś, co jest dla mnie ważne. A ty proponujesz udawać, że nic się nie stało?

– Nie, oczywiście, że nie – podszedł bliżej, chcąc ją objąć, ale odsunęła się. – Nie chcę awantury. Dokończmy ten wieczór, a potem naprawdę z nią porozmawiam.
– Tak jak ostatnim razem? I przedostatnim? – Anna uśmiechnęła się gorzko. – Za każdym razem obiecujesz, że porozmawiasz, a potem wszystko zostaje po staremu.
Postawiła pucharki na tacy.
– Wiesz co? Zanieś deser sam. Ja się położę. Głowa mi pęka.
Wyszła z kuchni, prostując plecy, przeszła do salonu i skinęła gościom.
– Przepraszam, źle się czuję. Piotr zaraz poda deser. Smacznego.
Potem zamknęła się w sypialni, mocno dociskając drzwi.
Po godzinie usłyszała, jak goście się żegnają. Pożegnanie brzmiało sztywno i ciężko. Gdy tylko drzwi wejściowe zamknęły się za nimi, w mieszkaniu zapanowała cisza.

Piotr ostrożnie zapukał do sypialni.
– Aniu, mogę wejść?
Nie odpowiedziała. Wtedy uchylił drzwi i zajrzał do środka. Anna siedziała na brzegu łóżka i patrzyła w okno.
– Poszli? – spytała, nie odwracając głowy.
– Tak – Piotr usiadł obok. – Kasia przeprosiła za mamę. Michał też. Było im strasznie niezręcznie.
– A tobie? – Anna obróciła się ku niemu. – Tobie było niezręcznie?
Piotr powoli wstał, podszedł do okna i spojrzał na migoczące światła miasta. Dopiero wtedy poczuł, że nie da się już dłużej stać między cudzymi oczekiwaniami a własnym życiem. Musiał wybrać: dalej chować się w cieniu rodzinnych żądań albo wreszcie samemu zdecydować, gdzie naprawdę znajduje się jego szczęście.