— Stało się coś? — spytała Iwona półgłosem, kiedy pozostałe dziewczyny wyszły na taras, żeby przygotować stół.
Ewa drgnęła.
— Nie, dobrze. Jestem zmęczona. W pracy młyn, dziecko marudzi.
— Gdybyś chciała pogadać, jestem — Iwona ścisnęła jej dłoń i dostała słaby uśmiech.
Podczas kolacji na tarasie nastrój się poprawił. Otwierano kolejne butelki, wracały historie ze studiów. Marta, zarumieniona od wina, promieniała szczęściem.
— Pamiętacie nasze pierwsze spotkanie? — spytała, obejmując wzrokiem przyjaciółki. — Pierwszy rok, akademik. Wchodzę do pokoju, a tam Iwona z gitarą, Kasia z ogromnym pluszowym misiem…
— I ja z trzema walizkami ciuchów! — roześmiała się Ewa. — Myślałyśmy, że jesteś jakąś księżniczką z dobrego domu.
— A okazało się, że po prostu kocha zakupy — dorzuciła Iwona.
— Za to dzięki garderobie Ewy zawsze chodziłyśmy na randki w innych rzeczach — wtrąciła Kasia. — Pamiętacie nasz system wymiany?
Wieczór płynął dalej wśród wspomnień, śmiechu i żartów. Później Iwona włączyła muzykę, Kasia wyjęła talię kart i zaproponowała „prawdę albo wyzwanie”.
— Lepiej zagrajmy w „nigdy przenigdy” — powiedziała Marta. — Jak za dawnych czasów.
Gra szła lekko. „Nigdy nie całowałam się z dziewczyną” — Kasia i Weronika upiły po łyku. „Nigdy niczego nie ukradłam w sklepie” — przyznała się Ewa. „Nigdy nie marzyłam o ślubie” — nawet Iwona musiała się napić.
Pytania stawały się coraz odważniejsze. Przy którymś kolejnym „nigdy przenigdy” Ewa nagle rozpłakała się i śmiech urwał się od razu.
— Ewka, co ci jest? — Marta przysunęła się do niej przestraszona. — To tylko gra.
— Przepraszam — wyszlochała Ewa. — Ja już nie mogę…
— Może wystarczy alkoholu? — ostrożnie zaproponowała Weronika.
— Nie! — Ewa odsunęła ją ręką. — Muszę powiedzieć prawdę. Nie mogę milczeć!
W pokoju zapadła cisza tak nagła, że słychać było trzask drewna w kominku. Ewa, zalana łzami, spojrzała na przyjaciółki.
— Ja… ja jestem w ciąży z Piotrem. Z twoim narzeczonym.
Marta zamarła, jakby nie rozumiała słów. Weronika i Kasia patrzyły na Ewę osłupiałe, a Iwona poczuła, jak po plecach przechodzi jej zimny dreszcz.
— Co ty mówisz? — Marta w końcu krzyknęła. — Jesteś pijana czy straciłaś rozum?
— To prawda — Ewa otarła łzy wierzchem dłoni. — Stało się półtora miesiąca temu, kiedy jechałaś do ciotki do Rzeszowa. Przyszłam do was oddać dokumenty do wizy. Piotr był sam…
— Zamknij się! — Marta zerwała się tak gwałtownie, że przewróciła kieliszek. Czerwone wino rozlało się po jasnym dywanie jak krew. — Nie waż się ciągnąć tej brudnej kłamliwej historii!
— Nie kłamię — Ewa pokazała telefon: test ciążowy i wiadomości z Piotrem.
Marta cofnęła się, jakby zobaczyła przed sobą żmiję.
— Nie wierzę — wyszeptała, ale niepewność drżała już w jej głosie.
— Mówił, że macie problemy — ciągnęła Ewa. — Że śpicie w osobnych pokojach, że ten ślub to pomyłka, że i tak się rozstaniecie…
— Nigdy! — krzyknęła Marta. — U nas jest dobrze! My się kochamy!
— Więc po co to zrobił? — spytała gorzko Ewa. — Po co mówił, że od dawna mnie pragnie, że jestem wyjątkowa…
Nie zdążyła skończyć, bo Marta uderzyła ją w twarz. Ewa krzyknęła i złapała się za policzek.
— Dość! — Iwona stanęła między nimi. — Uspokójcie się!
— Uspokoić się? — Marta odwróciła się do niej z oczami pełnymi łez. — Moja najlepsza przyjaciółka mówi, że jest w ciąży z moim narzeczonym! Jak mam się uspokoić?
— Musimy to wyjaśnić — Iwona starała się brzmieć spokojnie. — Ewa, jesteś pewna ciąży? I tego, że to dziecko Piotra?
— Tak — odpowiedziała cicho Ewa. — Test jest pozytywny. Po rozwodzie z nikim innym nie spałam.
— Nie pomyślałaś, żeby porozmawiać z Piotrem, zamiast robić taką scenę? — odezwała się Weronika, która milczała.
— Próbowałam — Ewa spuściła głowę. — Ale powiedział, że to mój problem, że kłamię, że kocha tylko Martę… A ja wiem, że to nieprawda!
Marta wyrwała jej telefon i zaczęła przewijać wiadomości. Z każdą stroną bledła coraz bardziej.
— Tu nie ma niczego szczególnego — powiedziała w końcu. — Zwykłe „cześć”, „co słychać”. Ani słowa o dziecku.
— Dzwonił — dodała Ewa cicho. — Nie chciał pisać o tym w wiadomościach.
— Wygodne — rzuciła zgryźliwie Kasia.
Marta przewijała dalej i nagle jej ręka znieruchomiała. Na ekranie było zdjęcie: Ewa, półnaga, w łóżku. Marta przez sekundę rozpoznała ich sypialnię.
— Kiedy to było? — zapytała Iwona.
— Wtedy, kiedy pojechałaś do Rzeszowa — odpowiedziała Ewa. — Piętnastego kwietnia.
Marta zamknęła oczy, uspokajając rozszalałe serce.
— Nie byłam wtedy w Rzeszowie — powiedziała powoli. — Nie pojechałam, ciotka trafiła do szpitala. Zostaliśmy z Piotrem w domu i oglądaliśmy filmy.
Ewa zaczęła zaprzeczać, bo Piotr powiedział jej co innego.
— I uwierzyłaś? — spytała Weronika. — A może sam ci to wymyślił?
— Nie! — krzyknęła Ewa. — On przychodził do mnie do mieszkania, przecież mam dowód! — znów podsunęła im zdjęcie.
Marta przyjrzała się fotografii dokładniej i nagle roześmiała się nerwowo, histerycznie.
— Boże… — otarła łzy od nerwowego śmiechu. — To nie jest nasza sypialnia. To twoje mieszkanie. Na ścianie są te łabędzie z twojego rodzinnego domu.
