„Jestem w ciąży z twoim narzeczonym” — najlepsza przyjaciółka wykrzyczała to podczas wieczoru panieńskiego i w jednej chwili rozbiła szczęście panny młodej

Ewa zamrugała, patrząc na ekran, jakby widziała go pierwszy raz.

— A jeśli spojrzysz na datę — dodała Marta — widać, że to nie kwiecień, tylko luty. Piętnasty drugiego, nie piętnasty czwartego.

Cisza opadła na pokój. Ewa powoli usiadła na kanapie i spuściła ramiona.

— Czyli co? — zapytała Iwona. — Okłamałaś nas wszystkie?

— Ja… — Ewa zakryła twarz dłońmi. — Test jest pozytywny, ale nie wiem, kto jest ojcem. Po rozwodzie spotykałam się z kilkoma mężczyznami, a gdy poznałam wynik, spanikowałam. Żaden nie chciał niczego poważnego. Piotr wydawał się taki troskliwy i pomyślałam, że może… może on mógłby być ojcem.

— Uznałaś, że będzie dobrym ojcem — dokończyła Weronika. — I skłamałaś, żeby rozbić ich związek.

— Jesteś podła — wyszeptała Marta, a w jej głosie brzmiał ból. — Uważałam cię za najlepszą przyjaciółkę.

— Byłam zdesperowana — przyznała Ewa, nie podnosząc głowy. — Po rozwodzie zostałam sama z dzieckiem, teraz jeszcze ta ciąża… Nie wiedziałam, co robić.

Iwona wypuściła powietrze ciężkim westchnieniem.

— Mogłaś poprosić o pomoc. Pomogłybyśmy ci. Ale to, co zrobiłaś…

Marta już nic nie odpowiedziała. W milczeniu zaczęła zbierać swoje rzeczy.

— Dokąd idziesz? — spytała Iwona. — Jest późno. Lepiej zostań do rana.

— Nie mogę tu zostać — powiedziała Marta, a łzy spływały jej po policzkach. — Zamówię taksówkę i wrócę do domu.

— Jadę z tobą — oznajmiła Iwona stanowczo. — Nie zostawię cię samej.

Ewa siedziała na kanapie i nie podnosiła głowy.

— Marta, przepraszam. Zazdrościłam ci szczęścia… Przepraszam.

Marta zatrzymała się w progu i obejrzała przez ramię.

— Zniszczyłaś nie tylko naszą przyjaźń. Zniszczyłaś moje zaufanie do ludzi. Nie wiem, czy kiedykolwiek będę umiała ci wybaczyć.

W samochodzie, który mknął nocną trasą, Marta milczała, patrząc na mijające światła. Iwona nie naciskała. Wiedziała, że przyjaciółka potrzebuje przestrzeni, żeby w ogóle oddychać.

— Wiesz, czego się boję? — Marta przerwała ciszę po długich minutach. — Że przez moment jej uwierzyłam. Zwątpiłam w Piotra. W nas.

— To naturalne — odpowiedziała cicho Iwona. — Każdy by zwątpił, słysząc coś takiego.

— Ale ja nie powinnam! — Marta uderzyła pięścią w kolano. — Znam Piotra cztery lata. Nigdy nie dał mi powodu, żebym mu nie ufała. A wystarczyło jedno oskarżenie i byłam gotowa uwierzyć w zdradę.

— Byłaś w szoku — Iwona położyła jej rękę na ramieniu. — Wszystko się ułoży. Prawda i tak wyszła na jaw.

— Tak — Marta uśmiechnęła się gorzko. — Moja najlepsza przyjaciółka okazała się zdrajczynią, gotową zburzyć moje szczęście, żeby samej było wygodniej.

— Ewa zrobiła straszną rzecz — westchnęła Iwona. — Ale jest zrozpaczona, sama, z dzieckiem, bez wsparcia…

— Usprawiedliwiasz ją? — Marta odwróciła się gwałtownie, a w jej oczach znów zapłonął gniew.

— Nie — odpowiedziała twardo Iwona. — Próbuję zrozumieć. To nie to samo.

Cisza ponownie wypełniła wnętrze auta. Kierowca włączył radio, a z głośników popłynęła ciepła melodia, niepasująca do ich rozbitego wieczoru.

— Zadzwonię do Piotra — powiedziała Marta w końcu.

Piotr odebrał od razu. Przyjął jej telefon w milczeniu, a potem obiecał, że spotka się z nią o świcie w parku, żeby razem zdecydowali, jak dalej żyć.