
— Pani Katarzyno — powiedział spokojnie, jakby rozstali się poprzedniego wieczoru. — Czekałem na panią.
— Pan… wiedział? — wyszeptała, czując, jak grunt usuwa jej się spod stóp. — Wiedział pan, gdzie pracuję?
Podszedł bliżej i ściszył głos tak, by usłyszała go tylko ona:
— Nie. Ale dziś rano zobaczyłem pani zdjęcie w teczce z aktami pracowników i zrozumiałem, że to nie może być zwykły przypadek.
Katarzyna spojrzała bezradnie na kolegów, którzy już wymieniali między sobą znaczące spojrzenia, potem na drzwi gabinetu, które powoli się domykały, i na sekretarkę udającą z wielkim wysiłkiem, że nic szczególnego się nie dzieje.
— Mam syna — szepnęła. — I ja… ja nie jestem kobietą, która drugi raz rzuca się w uczucia bez myślenia o tym, co będzie potem.
Paweł delikatnie ujął jej dłoń, jakby bał się wykonać zbyt gwałtowny ruch.
— A ja nie jestem mężczyzną, który szuka przelotnych przygód. Te pięć dni było najlepszym, co spotkało mnie po rozwodzie. Jeśli pani mi pozwoli, nie będę niczego przyspieszał. Poczekam. Poznam pani syna. Udowodnię, że potrafię być obok nie tylko tam, nad morzem, ale też tutaj, w zwyczajnym życiu.

Katarzyna podniosła na niego oczy. Nie dostrzegła w nich gry, pychy ani tej męskiej pewności, która chce zrobić wrażenie za wszelką cenę. Było tam ciepło, spokój i szczerość tak wyraźna, że aż ścisnęło ją w gardle.
— To niewiarygodne — powiedziała cicho. — Ja nawet nie wiedziałam, kim pan naprawdę jest.
— Teraz już pani wie. — Uśmiechnął się tym samym uśmiechem, od którego nad Bałtykiem miękły jej kolana. — A ja mam zwyczaj naprawiać swoje błędy do końca.
Pół roku później pobrali się. Matka Katarzyny patrzyła na rozpromienioną córkę, uśmiechała się tylko i kręciła głową: „Mówiłam ci przecież, że los znajdzie cię wszędzie, choćbyś nie wiadomo gdzie się schowała. Nawet przy rozbitym arbuzie”.
A była przełożona, pani Iwona Zawadzka, nigdy nie potrafiła wyjaśnić, dlaczego zdjęcie Katarzyny dzień przed jej powrotem z urlopu znalazło się nagle w teczce „nowi pracownicy” na biurku nowego dyrektora.
Ale to była już zupełnie inna historia.
Koniec.