– Dobrze, dobrze – teściowa poklepała ją po dłoni. – Ja widzę, jak na siebie patrzycie. A Kasia i Marek dwa lata po ślubie, a ani gniazdka, ani dzieci.
– Mamo! – przerwał Marek. – Rozmawialiśmy o tym.
– A co ja takiego powiedziałam? – Krystyna udała niewinną. – Tylko stwierdzam fakt.
Przy stole rozmowa płynęła przez wiadomości, politykę i rodzinne sprawy. Kaczka z jabłkami udała się znakomicie, nawet Krystyna pochwaliła danie. Kasia trochę się rozluźniła, ale nadzieja szybko okazała się złudna.
Kiedy podano domowe tiramisu, Natalia nagle złapała się za palec.
– Co się stało? – zaniepokoił się Tomasz.
– Pierścionek mnie uwiera – poskarżyła się, zsuwając cienką złotą obrączkę z drobnym kamykiem. – Chyba palec spuchł od ciepła.
– Daj, zobaczę – Krystyna wzięła pierścionek i obróciła go w palcach. – Przecież to tania błyskotka! Natalko, zasługujesz na coś lepszego.
– Mamo, to prezent – Natalia próbowała go odebrać, ale teściowa nie ustępowała.
– Od kogo? – spytała natarczywie.
– Od kolegi – odpowiedziała niechętnie Natalia. – Na urodziny.
– Od Kamila? – Krystyna zmrużyła oczy. – Wiedziałam! Wciąż kontaktujesz się z tym chłopakiem?
– Mamo! – oburzyła się Natalia. – On nie jest żadnym oszustem, tylko dobrym przyjacielem.
Teściowa prychnęła i zwróciła się do Tomasza:
– Proszę się nie przejmować, panie Tomaszu. Natalia miała nieudaną znajomość, ale szybko zrozumiała, że to nie dla niej partia.
Kasia zauważyła, że Tomasz zesztywniał, jakby o „dobrym przyjacielu” nie wiedział. Krystyna też to wyczuła i postanowiła naprawić sytuację.
– Widzisz, Kasiu, dobrze nie nosić byle świecidełek – powiedziała, wskazując na rękę synowej. – Ty masz porządną obrączkę, taką, jaka pasuje zamężnej kobiecie.
Kasia odruchowo przykryła prawą dłoń lewą, jakby chciała ochronić pierścionek. Nie podobało jej się, dokąd zmierza teściowa.
– Marek tak się starał, wybierając go – ciągnęła Krystyna z nostalgią. – Pamiętam, jak radził się nas i pokazywał katalogi…
– Właściwie to prezent od moich rodziców – poprawiła cicho Kasia. – Rodzinna pamiątka.
W pokoju zapadła niezręczna pauza. Krystyna zacisnęła usta.
– Doprawdy? – powiedziała po chwili. – Byłam pewna, że Marek go kupił.
– Kasia ma rację, mamo – wtrącił Marek. – To prezent od jej rodziców. Chcieli, żeby nosiła właśnie tę obrączkę.
– Cóż, miło – odparła Krystyna, wyraźnie niezadowolona. – W naszej rodzinie też są tradycje. Ja nosiłam obrączkę swojej teściowej i zamierzałam przekazać ją żonie Marka.
– Pierwsze słyszę – mruknął Stanisław, lecz żona go zignorowała.
– A Natalii przydałby się teraz dobry pierścionek – kontynuowała teściowa, przenosząc wzrok z córki na Kasię. – Zwłaszcza gdy ma takie „poważne” relacje.
Kasia zastygła, rozumiejąc, do czego to prowadzi.
– Chce pani, żebym oddała Natalii swoją obrączkę? – zapytała prosto.
– Dlaczego od razu oddała? – Krystyna udała obrażoną. – Pożyczyła na jakiś czas. Przecież może być zaręczona, powinna wyglądać godnie. A ty już jesteś mężatką, nie musisz codziennie nosić tak drogiej ozdoby.
Nad stołem zawisło napięte milczenie. Kasia spojrzała na Marka, czekając na wsparcie, ale on siedział z pustym wzrokiem, niezdolny stanąć po jej stronie.
– Mamo, wystarczy – odezwała się Natalia. – Nie potrzebuję cudzego pierścionka.
– Nie cudzego, tylko rodzinnego – ucięła Krystyna. – Zdejmij obrączkę, moja córka bardziej jej potrzebuje. Widzisz, jakiego ma narzeczonego!
Wszyscy poczerwienieli: Kasia z oburzenia, Natalia ze wstydu, Tomasz z zakłopotania. Krystyna pozostała niewzruszona, jakby nie zauważała, że przekracza wszelkie granice.
Kasia powoli wstała.
– Przepraszam, muszę sprawdzić deser – powiedziała drżącym głosem i wyszła do kuchni.
Oparła się o lodówkę, próbując uspokoić drżenie rąk. Przez sześć lat związku z Markiem przywykła do wybryków teściowej, ale ten wieczór pobił wszystko. Żądać rodzinnej pamiątki, prezentu od rodziców, dla dziewczyny, która być może nawet nie planowała życia z Tomaszem? To było już ponad jej siły.
Drzwi kuchni otworzyły się i wszedł Stanisław.
– Wybacz jej, Kasiu – powiedział cicho. – Krystyna zawsze była osobliwa, zwłaszcza kiedy chodzi o córkę.
– To już nie osobliwość, panie Stanisławie – Kasia pokręciła głową. – To brak szacunku do mnie, do moich rodziców i do naszego małżeństwa.
– Wiem – teść bezradnie rozłożył ręce. – Porozmawiam z nią. A ty nie bierz tego tak do serca.
Kasia skinęła głową, choć wiedziała, że rozmowy niczego nie zmienią. Wyjęła deser i zaczęła nakładać go do pucharków.
Wtedy do kuchni wszedł Marek.
– Kasiu, jak się czujesz? – spytał, nie patrząc jej w oczy.
– Jak myślisz? – odpowiedziała cicho. – Twoja matka właśnie zażądała, żebym oddała moją obrączkę twojej siostrze, a ty milczałeś.
– Wiem – potarł kark. – Ale przecież rozumiesz, jaka ona jest. Najlepiej puścić to mimo uszu.
– Puścić? – Kasia spojrzała na niego z niedowierzaniem. – To nie była przypadkowa uwaga, tylko rozkaz, żebym oddała coś, co jest dla mnie cenne. I mam udawać, że nic się nie stało?
– Nie, oczywiście, że nie – podszedł bliżej, próbując ją objąć, lecz odsunęła się. – Nie chcę skandalu. Dokończmy wieczór, a potem naprawdę z nią porozmawiam.
– Jak ostatnio? I przedostatnio? – uśmiechnęła się gorzko Kasia. – Za każdym razem obiecujesz rozmowę, a nic się nie zmienia.
– Wiesz co – postawiła pucharki na tacy – zanieś deser sam. Ja się położę. Głowa mi pęka.
Wyszła z kuchni, starając się trzymać prosto, weszła do salonu i skinęła gościom.
– Przepraszam, źle się czuję. Marek przyniesie deser. Smacznego.
Potem poszła do sypialni i szczelnie zamknęła za sobą drzwi.
Po godzinie usłyszała, jak goście się żegnają. Rozstanie brzmiało sztywno i nerwowo. Gdy drzwi wejściowe się zatrzasnęły, w mieszkaniu zapadła cisza.
Marek ostrożnie zapukał do sypialni.
– Kasiu, mogę wejść?
Milczała. Uchylił drzwi i zajrzał. Kasia siedziała na brzegu łóżka, patrząc w okno.
– Poszli? – spytała, nie odwracając się.
– Tak – Marek usiadł obok. – Natalia przeprosiła za mamę. Tomasz też. Było im bardzo niezręcznie.
– A tobie? – Kasia odwróciła głowę. – Tobie było niezręcznie?
Marek powoli wstał, podszedł do okna i spojrzał na migoczące światła miasta. Zrozumiał, że nadszedł czas wyboru: zostać w cieniu cudzych oczekiwań albo wreszcie samemu zdecydować, gdzie jest jego własne szczęście.
