— A jeśli nie zechce? — zapytała Zuza.
— Przekonamy ją — oznajmił pewnie. — Wytłumaczymy, że tak będzie lepiej.
— Lepiej dla kogo? — nagle ostro wtrącił Michał, zwykle najcichszy. — Dla babci czy dla was?
— Michał! — upomniała go Anna.
— Ja tylko pytam — chłopiec wzruszył ramionami. — W ogóle pytaliście ją, czy ciężko jej samej? Przecież odwiedzamy ją raz na pół roku.
— Wszyscy mają swoje sprawy — westchnęła Maria.
— Właśnie — podchwycił pan Jan. — A gdyby mieszkała z nami, widywalibyśmy ją codziennie.
Wnuki wymieniły spojrzenia. Maria zrozumiała od razu: entuzjazmu nie było w nich żadnego. Babcia Zosia była surowa, z tych kobiet, które uważały telefony za zło, a media społecznościowe za fanaberię.
— Najpierw ją zapytajcie — zaproponowała Anna. — Może wcale nie chce się przeprowadzać.
— Oczywiście, zapytamy — kiwnęła głową Maria. — Jutro pojadę.
— Jadę z tobą — powiedział od razu pan Jan. — We dwoje szybciej ją przekonamy.
Następnego dnia pojechali do pani Zofii. Przyjęła ich z radością: nakryła stół, wyjęła konfitury, upiekła ulubione ciasto zięcia.
— Jak życie, mamo? — spytała Maria w kuchni.
— Dobrze, dziecko — odpowiedziała dziarsko pani Zofia. — Rano ćwiczenia, potem sklep, wieczorem z sąsiadkami seriale. Żyję sobie.
— Właśnie o tym chcieliśmy porozmawiać — zaczął pan Jan przy stole. — O pani życiu, pani Zofio.
— A co z nim nie tak? — staruszka natychmiast się spięła.

— Nic, nic — pośpieszyła Maria. — Tylko… może przeprowadziłabyś się do nas? Zrobilibyśmy ci miejsce, bylibyśmy blisko, opiekowalibyśmy się tobą…
— Do was? — zdziwiła się pani Zofia. — Skąd nagle ten pomysł?
— No, wiek — wtrącił pan Jan. — Nigdy nie wiadomo, co się wydarzy. U nas rodzina, wnuki, zawsze ktoś miałby panią na oku.
Pani Zofia zmrużyła oczy, potem spojrzała na córkę.
— A moje mieszkanie?
— Można wynająć — rzucił niedbale pan Jan. — Dodatkowy dochód. Zwłaszcza teraz, kiedy potrzebujemy auta na działkę.
— Aha — pani Zofia pokiwała głową. — Czyli potrzebne wam moje pieniądze?
— Nie tylko! — Maria rzuciła mężowi gniewne spojrzenie. — Mamo, naprawdę ważne jest dla mnie, żebyś była blisko — powiedziała stanowczo. — A samochód… Samochód poczeka.

Pani Zofia długo patrzyła na nich w ciszy, po czym cicho się roześmiała.
— Dziękuję, córko. Bo już myślałam, że nie córka przyjechała, tylko agent nieruchomości z zięciem.
Pan Jan poczerwieniał, ale nic nie powiedział.
Tydzień później, w niedzielę, cała rodzina znów zebrała się przy obiedzie. Tym razem przy stole siedziała także pani Zofia — nie jak gość, lecz jak gospodyni, która sama przyniosła pachnące pierogi z kapustą.
— Babciu Zosiu, mogę podłączyć ci tablet do telewizora? — zapytał nieśmiało Michał. — Będziesz oglądać zdjęcia wnuków.
Starsza kobieta uśmiechnęła się.
— Dobrze, wnusiu. Tylko najpierw wypijemy herbatę. A samochód… kupicie, kiedy będzie można. Autobus i działka nigdzie nie uciekną.