Chciała zaskoczyć męża i wróciła od chorej matki trzy godziny wcześniej — po otwarciu drzwi zrozumiała, że przez lata żyła w kłamstwie

— Ewka, mogę do ciebie? Bardzo muszę.

— Jasne. Co się stało?

— Opowiem.

W taksówce myślała tylko o tym, że trzydzieści lat życia rozsypało się w jedną noc. Została pustka i zdrada.

Ewa otworzyła w pogniecionym szlafroku.

— Siadaj. Wstawię wodę. Mów.

Anna opowiedziała wszystko. Ewa słuchała i kręciła głową.

— Drań — podsumowała. — Wszystkim za dobrze, to im się w głowach przewraca.

— Nie wiem, co robić.

— A co tu myśleć? Rozwiedź się.

Anna milczała.

— Właśnie dlatego on uważa, że wszystko wytrzymasz — dodała Ewa.

Tej nocy Anna nie spała. Leżała na kanapie i wspominała, jak poznali się na studiach, jak Marek przyniósł jej kwiaty na pierwszą randkę, jak rodziły się dzieci, jak on z czasem coraz częściej wracał późno.

Kiedy wszystko zaczęło się psuć? Dwa lata temu był już chłodniejszy i bardziej obcy. Myślała, że to zmęczenie, kryzys wieku średniego.

A on po prostu znalazł kogoś młodszego.

Rano zadzwoniła Marta.

— Mamo, co się stało? Tata dzwonił, szuka cię.

— Powiedz mu, że jestem u cioci Ewy. Muszę pomyśleć.

— O czym?

— Później ci wyjaśnię, córeczko.

Marek wydzwaniał cały dzień. Anna nie odebrała ani razu. Wieczorem przyjechał do Ewy.

— Anna jest? — zapytał w drzwiach.

— Jestem — wyszła do przedpokoju. — Czego chcesz?

— Porozmawiać. Po ludzku.

— Mów.

— Zerwałem z Iwoną. Koniec. Więcej jej nie zobaczę.

— Do następnej Iwony.

— Nie będzie następnej. Przysięgam.

Patrzyła na niego. Zmęczona twarz, pognieciona koszula. Może mówił szczerze. Może naprawdę się bał.

— Marek, ja też myślałam — powiedziała spokojnie. — Mam pięćdziesiąt pięć lat. Może czas pożyć dla siebie.

— Jak dla siebie?

— Znajdę pracę. Zobaczę świat. Zastanowię się, czego ja chcę, a nie tylko czego chcesz ty.

— Aniu, jesteśmy rodziną.

— Rodzina jest wtedy, kiedy jest dwoje ludzi. A nie wtedy, kiedy jedno żyje wygodnie, a drugie po nim sprząta.

— Zmienię się.

— Zamieszkamy osobno. Ty pomyślisz o swoim, ja o swoim.

— To rozwód?

— Przerwa. Jeśli zrozumiesz, że potrzebujesz mnie nie tylko jako kucharki i praczki, przyjdź. Jeśli nie… trudno.

Marek długo milczał. Potem skinął głową.

— Dobrze. Ale będę o ciebie walczył.

— Zobaczymy.

Wyszedł. Ewa objęła Annę.

— Dobrze zrobiłaś.

— Boję się.

— Jasne, że się boisz. Ale przynajmniej uczciwie.

Anna podeszła do okna. Na zewnątrz mżyło. Nowe życie w wieku pięćdziesięciu pięciu lat brzmiało niedorzecznie. A może właśnie tak miało być.

Jutro poszuka pracy. Potem pojedzie do mamy i porozmawia z nią naprawdę. Dawno tego nie robiły.

A dalej się okaże. Może Marek oprzytomnieje. A może Anna zrozumie, że bez niego też da się żyć.

Najważniejsze, żeby nauczyć się żyć także dla siebie, nie tylko dla innych.

Deszcz stukał w szybę. Anna uśmiechnęła się pierwszy raz od doby.