Ale nie było już czego ogarniać. Marta nie dzwoniła. Nie pisała. Nie prosiła, żeby wrócił. Następnego dnia znalazła opiekunkę — starszą panią z sąsiedniego bloku, która za rozsądną stawkę zgodziła się zostawać z Kacprem podczas jej zmian. Pieniędzy starczało: napiwki rosły, Martę ceniono za szybkość, dokładność i uśmiech, który nie znikał nawet o trzeciej nad ranem.
Tomasz przychodził do Kacpra dwa razy w tygodniu. Za każdym razem zauważał coś nowego: raz zabawkę, której nie kupił on, innym razem książeczkę, której nie wybierał. Marta witała go spokojnie, proponowała herbatę, nie zadawała zbędnych pytań. I za każdym razem czuł się jak gość w życiu, które kiedyś było jego — i które sam zniszczył.
Minęło osiem miesięcy.
Tomasz siedział w kuchni u Jacka. Kasia wyszła do koleżanki, a Jacek smażył jajecznicę.

— Słyszałeś nowinę? — zapytał Jacek, nie odwracając się od kuchenki.
— Jaką?
— Twoją Martę awansowali. Teraz jest zastępczynią kierownika w „Przystani”. Kaśka od kogoś usłyszała, wszystkie dziewczyny już o tym gadają.
Tomasz odłożył widelec na stół.
— Zastępczynią kierownika?
— No. W tej samej restauracji, gdzie zaczynała za barem. W rok — od barmanki do zastępczyni. Kaśka mówi, że nawet służbowy samochód jej dali.
Tomasz odchylił się na krześle i spojrzał w sufit.
— Mówiłeś, że bez faceta nie pociągnie — powiedział bez złości, raczej z gorzkim uśmiechem.

— No… pomyliłem się — Jacek wzruszył ramionami. — Bywa. Kobiety są różne.
— Bywa — powtórzył Tomasz.
Odłożył telefon ekranem do dołu. I jeszcze długo tak siedział — przed talerzem jajecznicy, której nie był w stanie przełknąć, w cudzym mieszkaniu, w cudzym życiu, które teraz stało się jego jedynym.
A Marta tamtego wieczoru wróciła do domu — do mieszkania swojego ojca — i długo stała przy łóżeczku podrośniętego Kacpra. Chłopiec spał z rozrzuconymi rączkami i uśmiechał się przez sen. Pochyliła się, pocałowała go w skroń i wyszeptała:
— Daliśmy radę, kochanie. Ty i ja daliśmy radę.
I po raz pierwszy od półtora roku nie chciała już nikomu niczego udowadniać. Nie musiała się usprawiedliwiać, tłumaczyć, znosić i prosić o zrozumienie. Rozprostowała skrzydła — i nie zamierzała już nigdy składać ich z powrotem.
A Tomasz? Tomasz nadal siedział w kuchni u Jacka. Mężczyzna, który żądał od żony niemożliwego, a na końcu dostał dokładnie to, na co zapracował. Pustkę. I zimną jajecznicę na talerzu.