— Przepraszam, proszę pana.
— Aresztować go! Zniszczył życie mojej córce!
— Mamo, przestań.
Mama zamknęła drzwi.
Ojciec. Po jedenastu latach bez niego nagle stał w pokoju człowiek z jego oczami. Dlaczego teraz? Babcia zawsze mówiła, że był pijakiem i złodziejem, że zginął w bójce, że to rodzinny wstyd.
A wszystko okazało się kłamstwem.
Mama zrozumiała za późno. Tomek porwał kurtkę i wybiegł.
Biegł, aż paliły go płuca, a łzy rozmyły ulicę. Komu miał wierzyć?
— Ej, młody! — zawołał Jacek Wójcik. Tomek go zignorował.
— Stój! Kto cię goni?
Jacek dogonił go i złapał za rękaw.
— Nikt. Odczep się.
— Ziąb jak diabli. Jeszcze zamarzniesz. Ja w zeszłym roku leżałem w szpitalu, żarcie mieli lepsze niż w domu. Ale ty? Ty jesteś miękki. Chodź, mieszkam niedaleko.
Tomek zawahał się.
— Mamy nie ma. Jeździ w pociągach, pracuje w wagonie restauracyjnym. Jestem sam.
Mieszkanie Jacka było biedne, lecz czyste. W pokoju wisiały plakaty Maanamu, Republiki i Perfectu. Gitara stała przy łóżku.
— Herbaty?
Tomek skinął głową. Brzuch zaburczał mu zdradziecko.
— Głodny? Zrobię fasolkę na grzankach.
Jacek gotował, podśpiewując. Tomek nigdy nie jadł nic lepszego.
Potem siedzieli nad herbatą, a Jacek grał na gitarze.
— Naprawdę dobrze grasz — przyznał Tomek.
— Dzięki. To Perfect. A to Republika. Legendy.
Tomek znał tylko Maanam. Jacek podchwycił melodię, gdy zaczął śpiewać, i śmiał się, kiedy mylił słowa.
— Powinieneś wracać. Zaraz będą cię szukać z policją.
Uśmiech Tomka zgasł.
Jacek słuchał, gdy Tomek wyrzucał z siebie wszystko.
— Nie bądź głupi — powiedział w końcu. — Tata to dobra rzecz. Mój zniknął. Mama mówi, że pewnie poleciał w kosmos.
— Serio?
— Nie. Ona tak żartuje. Sama mnie wychowała, bez rodziny. Ale jest najlepsza. Pogadaj z nimi, dobra? Dorośli też wszystko psują.
Tomek przytulił go mocno.
Jacek miał rację.
Znaleźli go. Mama, babcia i tata wyjaśnili resztę. Babcia nie zaakceptowała Wojtka, więc pisała do niego, udając, że Anna wyszła za mąż za kogoś innego. A on uwierzył, że nie ma już po co wracać.
— Dlaczego? — zapytał Tomek babcię.
— Chciałam szczęścia dla was obojga.
— A dla niego?
Babcia rozpłakała się.
— Wybacz mi.
Na urodziny Tomka przyszedł Jacek. Przyniósł plakat Maanamu, a mama pozwoliła powiesić go nad biurkiem.
Tomek przebaczył wszystkim.
„Dorośli wszystko komplikują” — powiedział Jacek.
Babcia wzięła Jacka pod swoje skrzydła. Dokarmiała go i pomagała mu z matematyką.
Po latach nadal spotykają się nad morzem, grają na gitarach i jedzą fasolkę na grzankach jak królowie.
A tata? Tomek go kocha. Ma teraz przyrodnie rodzeństwo i ze wszystkimi dobrze żyje. Ale między nim a Wojtkiem jest coś szczególnego. Więź, której nie przerwało żadne kłamstwo.