Kasia podeszła akurat wtedy, gdy Marta mówiła:
— A oto Kasia, przyjaciółka panny młodej! Powiedz coś!
— Cześć wszystkim — uśmiechnęła się nieśmiało i pomachała do kamery. — Wesele jest świetne, szkoda tylko, że nie wszyscy mogli być…
— Pokażmy klimat! — Marta odwróciła telefon. — Ojej, a kto tam stoi przy barze? Piotrek?
Kasia spojrzała automatycznie. Przy ladzie stał mężczyzna łudząco podobny do jej męża. Ta sama postawa, znajoma koszula…
— Niemożliwe — zaśmiała się nerwowo. — Mój mąż jest na rybach.
— To na pewno on! — Marta przybliżyła obraz.
Na ekranie pojawiła się twarz Piotrka. Jej męża, który powinien siedzieć gdzieś nad jeziorem z wędką. Śmiał się, rozmawiał z nieznajomą dziewczyną i oboje wyglądali zdecydowanie zbyt swobodnie.
Kasi zrobiło się słabo. Zaszumiało jej w uszach, w piersi poczuła lodowaty ciężar. To musiała być pomyłka.
— Piotrek! — krzyknęła, a jej głos zabrzmiał nienaturalnie głośno.
Odwrócił się. Ich spojrzenia spotkały się i na jego twarzy odmalowało się przerażenie. Rzucił coś dziewczynie i ruszył do wyjścia.
Kasia, jak we mgle, poszła za nim, nie zauważając zdumionych spojrzeń.
— Kasiu, zaczekaj — Piotrek złapał ją w korytarzu. — Wszystko wyjaśnię.
— Wyjaśniaj — skrzyżowała ręce, starając się nie drżeć. — Dlaczego nie jesteś na rybach? Kim jest ta dziewczyna?
— To nie tak, jak myślisz — przeczesał włosy dłonią. — Szykowałem niespodziankę na naszą rocznicę.
— Niespodziankę? — spojrzała na niego z niedowierzaniem.
— Tak. Dogadałem się z Agnieszką i Michałem. Ćwiczyliśmy numer muzyczny, ja i ta dziewczyna. Ona jest wokalistką. Chciałem zaśpiewać ci na rocznicę. Dzisiaj była próba generalna przy ludziach.
— I do tego trzeba było kłamać o rybach?
— Gdybym powiedział, że idę na wesele bez ciebie, od razu byś coś podejrzewała — uśmiechnął się winowajczo. — Tak bardzo chciałem cię zaskoczyć…
— Boże — Kasia zakryła twarz rękami. — Jesteś idiotą.
— Wiem — objął ją ostrożnie. — Przepraszam.
W tym momencie z sali wyszła Agnieszka.
— Gdzie wy jesteście?! Piotrek, przecież mamy ćwiczyć!
— Ty też wiedziałaś? — Kasia odwróciła się do niej.
— No tak — przyjaciółka uśmiechnęła się z poczuciem winy. — To miało być romantyczne! Nie złościsz się?
Kasia popatrzyła na Piotrka. W jego oczach było szczere poczucie winy.
— Dobrze — westchnęła. — Ale chcę usłyszeć tę piosenkę TERAZ.
— Ale ja nie jestem gotowy! — jęknął Piotrek.

— Trudno — Kasia skrzyżowała ręce. — Śpiewaj, wędkarzu.
Pół godziny później Piotrek, czerwony jak burak, stał przed mikrofonem. Zabrzmiała ich weselna piosenka. Fałszował, gubił słowa, ale patrzył tylko na nią. I Kasia poczuła, jak jej serce powoli mięknie.
Kiedy skończył, podeszła i mocno go przytuliła.
— Idiota. Ale kocham cię.
— Nawet po tym? — przyciągnął ją do siebie.
— Właśnie po tym — uśmiechnęła się.
Później, w taksówce, Piotrek wciąż przepraszał.
— Za to mamy historię dla wnuków — roześmiała się Kasia. — „Jak dziadek uciekł na ryby, a babcia złapała go na Instagramie”.

— Brzmi jak serial w TVN — pocałował ją w czubek głowy. — Obiecuję, koniec z niespodziankami.
— O nie — mrugnęła. — Następnym razem po prostu wymyśl lepszą legendę. Ryby we wrześniu brzmią podejrzanie.
— Zapamiętam — kiwnął Piotrek. — A może… pojedziemy kiedyś na prawdziwe ryby? Wiktor zaprasza.
— Pod jednym warunkiem — Kasia uśmiechnęła się chytrze. — Zaśpiewasz mi przy ognisku. Bez podkładu.
Piotrek skrzywił się, ale się zgodził:
— Dobrze. Chociaż po moim śpiewie wszystkie ryby uciekną.
Roześmiali się oboje, a Kasia zrozumiała, że ta absurdalna historia tylko związała ich jeszcze mocniej.