— Cześć wszystkim — uśmiechnęła się nieśmiało i pomachała. — Wesele jest cudowne, szkoda, że nie wszyscy mogli…
— Pokażmy klimat! — Ola obróciła telefon. — Ojej, a kto stoi przy barze? Czy to nie Paweł?
Kasia automatycznie spojrzała w tamtą stronę. Przy ladzie naprawdę stał mężczyzna łudząco podobny do Pawła. Ta sama postawa, ta sama znajoma koszula.
— Niemożliwe — zaśmiała się nerwowo. — Mój mąż jest na rybach.
— To na pewno on! — Ola przybliżyła obraz.
Na ekranie zobaczyła twarz Pawła, swojego męża, który powinien siedzieć gdzieś nad jeziorem z wędką. Śmiał się, mówił coś do nieznajomej kobiety, a między nimi było zbyt dużo swobody.
Kasi zrobiło się słabo. W uszach zaszumiało, w piersi osiadł lodowaty ciężar. To pomyłka. To musi być pomyłka…
— Paweł! — krzyknęła tak głośno, że sama nie poznała własnego głosu.
Odwrócił się. Ich spojrzenia spotkały się na sekundę. Na jego twarzy pojawiło się przerażenie. Rzucił coś szybko tamtej dziewczynie i ruszył do wyjścia.
Kasia poszła za nim jak we śnie, nie widząc zdziwionych twarzy ani szeptów za plecami.
— Kaśka, poczekaj — Paweł zatrzymał ją w korytarzu. — Wszystko ci wyjaśnię.
— Wyjaśniaj — skrzyżowała ręce, próbując nie drżeć. — Dlaczego nie jesteś nad jeziorem? I kim ona jest?
— To nie tak, jak myślisz — przeczesał włosy dłonią. — Szykowałem niespodziankę na naszą rocznicę.
— Niespodziankę? — spojrzała na niego z niedowierzaniem.
— Tak. Umówiłem się z Magdą i Tomkiem. Ćwiczyliśmy numer muzyczny, ja i ta dziewczyna. Ona jest wokalistką. Chciałem zaśpiewać ci na rocznicę. Dzisiaj była próba generalna przed ludźmi.
— I po to trzeba było kłamać o rybach?
— Gdybym powiedział, że idę na wesele bez ciebie, od razu coś byś podejrzewała — uśmiechnął się winowajczo. — A ja tak bardzo chciałem cię zaskoczyć…
— Boże — Kasia zakryła twarz dłońmi. — Jesteś idiotą.
— Wiem — objął ją ostrożnie. — Przepraszam.
W tym momencie z sali wyszła Magda.
— Gdzie wy jesteście?! Paweł, przecież mieliśmy jeszcze ćwiczyć!
— Ty też wiedziałaś? — Kasia odwróciła się do niej.
— No tak — przyjaciółka uśmiechnęła się przepraszająco. — To miało być romantyczne. Nie złościsz się?
Kasia popatrzyła na Pawła. W jego oczach było szczere poczucie winy.
— Dobrze — westchnęła. — Ale chcę usłyszeć tę piosenkę TERAZ.
— Ale ja nie jestem gotowy! — jęknął Paweł.
— Nieważne — Kasia skrzyżowała ręce. — Śpiewaj, wędkarzu.
Pół godziny później Paweł, czerwony jak burak, stał przy mikrofonie. Zabrzmiała piosenka z ich wesela. Fałszował, mylił słowa, gubił rytm, ale patrzył tylko na nią. I Kasia poczuła, jak jej serce powoli mięknie.
Kiedy piosenka się skończyła, podeszła i mocno go objęła.
— Idiota. Ale kocham cię.
— Nawet po czymś takim? — przytulił ją do siebie.
— Właśnie po czymś takim — uśmiechnęła się.
Później, w taksówce, Paweł nadal przepraszał.
— Za to mamy historię dla wnuków — roześmiała się Kasia. — „Jak dziadek uciekł na ryby, a babcia złapała go na Instagramie”.
— Brzmi jak serial z TVN — pocałował ją w czubek głowy. — Obiecuję, żadnych więcej niespodzianek.
— O nie — mrugnęła. — Po prostu następnym razem wymyśl lepszą legendę. Ryby we wrześniu są podejrzane.
— Zapamiętam — skinął głową. — A może naprawdę pojedziemy kiedyś na ryby? Marek zaprasza.
— Pod jednym warunkiem — Kasia uśmiechnęła się chytrze. — Zaśpiewasz mi przy ognisku. Bez podkładu.
Paweł skrzywił się, ale się zgodził:
— Dobrze. Chociaż po moim śpiewie ryby uciekną na drugi brzeg.
Oboje się roześmiali, a Kasia zrozumiała, że ta głupia historia tylko mocniej ich ze sobą związała.
