— Cześć, synku.
Tomek cofnął się o krok.
— Ale… mówiłaś, że on nie żyje.
— Aniu… — Mężczyzna, jego ojciec, wyglądał, jakby ktoś uderzył go prosto w serce.
— To nie ja, Wiktorze — wyszeptała mama. — To ona. Powiedziała, że łatwiej mu będzie myśleć, że odszedłeś na zawsze, niż wiedzieć, że ty…
Głośne pukanie przerwało jej w pół zdania.
— Policja! Proszę otworzyć!
— Aniu, może powinienem wyjść…
— Nie. Koniec chowania się. Tomku, wszystko ci wyjaśnimy, tylko… nie bój się.
Mama otworzyła drzwi. Do mieszkania wpadła babcia Helena, za nią policjant i ciekawska pani Zielińska z sąsiedztwa.
— Co się tu dzieje? — zapytał funkcjonariusz. — Dostaliśmy zgłoszenie o awanturze.
— Nic złego się nie dzieje — powiedziała mama. — Mój mąż wrócił z Pomorza. To jego syn.
— On jest przestępcą! Uciekinierem! Proszę go aresztować! Tomku, chodź do mnie!
— Babciu, wystarczy.
Policjant sprawdził dokumenty ojca.
— Nie ma żadnej kartoteki?
— Żadnej. Pracowałem na północy od czasu, kiedy skończyłem szkołę.
— Przepraszam pana.
— Aresztujcie go! — krzyczała babcia. — On zniszczył życie mojej córce!
— Mamo, przestań.
Mama zamknęła drzwi.
Ojciec. Naprawdę ojciec. Jedenaście lat bez niego, a teraz nagle stał w ich pokoju. Babcia zawsze mówiła, że był pijakiem i złodziejem, że zginął w bójce, że to rodzinny wstyd, o którym lepiej nie wspominać.
A wszystko było kłamstwem.
Mama zobaczyła, co zaraz zrobi. Tomek chwycił kurtkę i wybiegł.
Biegł, aż płuca zaczęły go palić, a łzy rozmazały świat przed oczami. Komu miał teraz wierzyć?
— Ej, młody! — usłyszał głos Kuby Nowaka.
Tomek nie zareagował.
— Zaczekaj! Kto cię goni?
Kuba złapał go za rękaw.
— Nikt. Odczep się.
— Zimno jak diabli. Rozchorujesz się. Ja w zeszłym roku leżałem w szpitalu, najlepsze żarcie w życiu dawali. Ale ty? Ty jesteś zbyt delikatny na takie przygody. Chodź, mieszkam niedaleko.
Tomek zawahał się.
— Matka w trasie. Pracuje w wagonie restauracyjnym. Jestem sam.
Mieszkanie było ubogie, ale czyste. W pokoju Kuby wisiały plakaty Maanamu, Republiki i Lady Pank. Przy łóżku stała gitara.
— Chcesz herbaty?
Tomek skinął głową. Brzuch zaburczał mu tak głośno, że aż się skrzywił.
— Głodny? Zrobić ci fasolkę z grzankami?
Kuba krzątał się przy kuchence, podśpiewując pod nosem. Tomek nie pamiętał, kiedy jadł coś równie dobrego.
Później siedzieli nad herbatą, a Kuba brzdąkał na gitarze.
— Naprawdę dobrze grasz — przyznał Tomek.
— Dzięki. To Republika. A to Lady Pank. Klasyka.
Tomek znał tylko Maanam. Kuba zaczął grać, kiedy Tomek próbował śpiewać, i obaj parsknęli śmiechem, gdy pomylił słowa.
— Powinieneś wracać — powiedział w końcu Kuba. — Zaraz postawią całą komendę na nogi.
Uśmiech zniknął Tomkowi z twarzy.
Kuba słuchał, kiedy Tomek wyrzucał z siebie wszystko.
— Nie bądź głupi — powiedział cicho. — Ojciec to dobra rzecz. Mój zniknął. Mama mówi, że jest kosmonautą.
— Serio?
— Nie. Ale ma poczucie humoru. Sama mnie wychowała. Bez rodziny. I jest świetna. Pogadaj z nimi, dobra? Dorośli też potrafią wszystko poplątać.
Tomek przytulił go nagle, niezgrabnie, ale mocno.
Kuba miał rację.
Znaleźli go później. Mama, babcia i ojciec opowiedzieli mu wszystko. Jak babcia nigdy nie zaakceptowała Wiktora. Jak wysłała mu list, udając, że Anna wyszła za kogoś innego. Jak ojciec uwierzył i odszedł, przekonany, że nie ma już do czego wracać.
— Dlaczego? — zapytał Tomek babcię.
— Chciałam szczęścia dla was obojga.
— A dla niego?
Babcia rozpłakała się.
— Wybacz mi.
Na urodziny Tomka przyszedł Kuba. Przyniósł plakat Maanamu, a mama pozwoliła powiesić go nad biurkiem.
Tomek wybaczył im wszystkim.
Dorosłe głupoty, powiedział Kuba.
Babcia wzięła Kubę pod swoje skrzydła. Karmiła go, pilnowała, żeby chodził w szaliku, i pomagała mu z matematyką.
Po latach nadal spotykają się nad morzem, brzdąkają na gitarach i jedzą fasolkę z grzankami jak królowie.
A ojciec? Tomek go kocha. Ma teraz przyrodnie rodzeństwo i ze wszystkimi dogaduje się dobrze. Ale między nim a ojcem jest coś osobnego, mocnego i nie do zerwania. Więź, której nie zdołało zniszczyć żadne kłamstwo.