— Jeszcze nie. Myślałam, że chodzi tylko o mieszkanie…
— Dziecko, jaka ty jesteś naiwna. Twoi dziadkowie byli zamożni. Te obrazy są warte fortunę. Twoja matka miała duże konto w banku. A skoro my nie mamy dzieci, ty jesteś również naszą spadkobierczynią.
Klara odwołała ślub. Nigdy nie myślała o pieniądzach, lecz teraz zrozumiała, dlaczego Markowi tak się spieszyło.
— Ciociu, czy Jerzy Wolski wie o mnie?
— Nie. Jego matka doprowadziła do małżeństwa z inną kobietą i rozdzieliła go z Ireną. Twoja mama dowiedziała się o ciąży dopiero po rozstaniu. Jerzy ożenił się, myśląc, że Irena ułożyła sobie życie. Ona nigdy mu nie powiedziała.
Tego wieczoru Marek przeżył wstrząs. Klara spakowała jego rzeczy. W obecności Krystyny i jej męża wyszedł bez protestu, bo zrozumiał, że został zdemaskowany.
— Czuję ulgę — wyznała Klara. — Coś w Marku od początku nie dawało mi spokoju.
Następnego dnia Krystyna przywitała ją wiadomością.
— Dziś wieczorem będziemy mieli gościa.
— Kogo znowu?
— Zobaczysz.
Kiedy zadzwonił dzwonek, Krystyna wróciła do pokoju z Jerzym Wolskim.
— Mój Boże, wyglądasz zupełnie jak ja — powiedział profesor, wyciągając ramiona. — Wybacz mi, Klaro. Niczego nie wiedziałem.
Rozmawiali do późnej nocy. Klara dowiedziała się, że ma przyrodniego brata, żołnierza służącego za granicą.
— Tylko ty odziedziczyłaś po mnie miłość do muzyki — powiedział Jerzy ciepło. — Jestem z ciebie dumny.
— Teraz wiem, skąd ją mam — roześmiała się Klara.
Z czasem zbliżyła się do ojca, jego żony, a także do przyrodniego brata, gdy przyjeżdżał do kraju.
Rok później Klara wyszła za Pawła, syna dawnego przyjaciela Jerzego. Wykładał ekonomię na uniwersytecie i zakochał się w niej niemal od razu.
Krystyna i jej mąż byli na weselu, szczęśliwi, że Paweł okazał się człowiekiem spokojnym, uczciwym i godnym zaufania.
Klara zrozumiała w końcu, że prawda, choć bolesna, jest łaskawsza niż kłamstwo. Rodzina, odnaleziona albo dana przez los, była jej prawdziwym bogactwem.
