– Zdejmij obrączkę, mojej córce przyda się bardziej – zażądała teściowa przy rodzinnym stole, a synowa nie mogła uwierzyć, że mąż milczy

– To już nie jest osobność, panie Janie – Anna pokręciła głową. – To brak szacunku do mnie, do moich rodziców i do naszego małżeństwa.

– Wiem – teść rozłożył ręce z poczuciem winy. – Porozmawiam z nią. Tylko nie bierz tego tak do serca.

Anna lekko skinęła głową, choć doskonale wiedziała, że takie rozmowy niczego nie zmienią. Wyjęła deser i zaczęła rozkładać go do pucharków.

W tej samej chwili do kuchni wszedł Piotr.

– Aniu, jak się czujesz? – zapytał, nie patrząc jej w oczy.

– A jak myślisz? – odpowiedziała cicho. – Twoja matka właśnie zażądała, żebym oddała swoją obrączkę twojej siostrze, a ty milczałeś.

– Wiem – potarł kark. – Po prostu sama rozumiesz, jaka ona jest. Lepiej puścić to mimo uszu.

– Puścić? – Anna spojrzała na niego z niedowierzaniem. – To nie była przypadkowa uwaga, tylko bezpośrednie żądanie, żebym oddała coś, co jest dla mnie ważne. A ty proponujesz udawać, że nic się nie stało?

– Nie, oczywiście, że nie – podszedł bliżej, chcąc ją objąć, ale odsunęła się. – Nie chcę awantury. Dokończmy ten wieczór, a potem naprawdę z nią porozmawiam.

– Tak jak ostatnim razem? I przedostatnim? – Anna uśmiechnęła się gorzko. – Za każdym razem obiecujesz, że porozmawiasz, a potem wszystko zostaje po staremu.

Postawiła pucharki na tacy.

– Wiesz co? Zanieś deser sam. Ja się położę. Głowa mi pęka.

Wyszła z kuchni, prostując plecy, przeszła do salonu i skinęła gościom.

– Przepraszam, źle się czuję. Piotr zaraz poda deser. Smacznego.

Potem zamknęła się w sypialni, mocno dociskając drzwi.

Po godzinie usłyszała, jak goście się żegnają. Pożegnanie brzmiało sztywno i ciężko. Gdy tylko drzwi wejściowe zamknęły się za nimi, w mieszkaniu zapanowała cisza.

Piotr ostrożnie zapukał do sypialni.

– Aniu, mogę wejść?

Nie odpowiedziała. Wtedy uchylił drzwi i zajrzał do środka. Anna siedziała na brzegu łóżka i patrzyła w okno.

– Poszli? – spytała, nie odwracając głowy.

– Tak – Piotr usiadł obok. – Kasia przeprosiła za mamę. Michał też. Było im strasznie niezręcznie.

– A tobie? – Anna obróciła się ku niemu. – Tobie było niezręcznie?

Piotr powoli wstał, podszedł do okna i spojrzał na migoczące światła miasta. Dopiero wtedy poczuł, że nie da się już dłużej stać między cudzymi oczekiwaniami a własnym życiem. Musiał wybrać: dalej chować się w cieniu rodzinnych żądań albo wreszcie samemu zdecydować, gdzie naprawdę znajduje się jego szczęście.