— Pokażmy atmosferę! — Ola obróciła telefon. — Ojej, a kto stoi przy barze? To Marcin?
Kasia odruchowo spojrzała we wskazaną stronę. Przy barze stał mężczyzna uderzająco podobny do Marcina. Ta sama postawa, ta sama koszula…
— Niemożliwe — roześmiała się nerwowo. — Mój mąż jest na rybach.
— To na pewno on! — Ola przybliżyła obraz.
Na ekranie pojawiła się twarz Marcina. Jej męża, który miał siedzieć z wędką gdzieś nad jeziorem. Śmiał się, mówił coś do nieznajomej kobiety i wyglądali zdecydowanie zbyt swobodnie.
Kasi zrobiło się słabo. W uszach jej zadzwoniło, w piersi osiadł lód. To musiała być pomyłka…
— Marcin! — krzyknęła nienaturalnie głośno.
Odwrócił się. Ich spojrzenia się spotkały, a na jego twarzy pojawiło się przerażenie. Rzucił coś tamtej kobiecie i ruszył do wyjścia.
Kasia, jak we mgle, poszła za nim, nie widząc zdumionych twarzy.
— Kaśka, zaczekaj — Marcin złapał ją na korytarzu. — Wszystko wyjaśnię.
— Wyjaśniaj — skrzyżowała ramiona, próbując nie drżeć. — Czemu nie jesteś na rybach? Kim jest ta kobieta?
— To nie tak, jak myślisz — przeczesał włosy dłonią. — Szykowałem niespodziankę na naszą rocznicę.
— Niespodziankę? — spojrzała na niego z niedowierzaniem.
— Tak. Umówiłem się z Agnieszką i Michałem. Próbowaliśmy numer muzyczny, ja i ta dziewczyna. Ona jest piosenkarką. Chciałem zaśpiewać ci na rocznicę. Dzisiaj była próba generalna przed ludźmi.
— I dlatego kłamałeś o rybach?
— Gdybym powiedział, że idę na wesele bez ciebie, od razu byś coś wyczuła! — uśmiechnął się winowato. — Chciałem cię zaskoczyć…
— Boże — Kasia zasłoniła twarz dłońmi. — Jesteś idiotą.
— Wiem — objął ją ostrożnie. — Przepraszam.
W tej chwili z sali wyszła Agnieszka.
— Gdzie wy jesteście?! Marcin, przecież mieliśmy ćwiczyć!
— Ty też wiedziałaś? — Kasia odwróciła się do niej.
— No tak — przyjaciółka uśmiechnęła się przepraszająco. — To miało być romantyczne! Nie złościsz się?
Kasia spojrzała na Marcina. W jego oczach było szczere poczucie winy.
— Dobrze — westchnęła. — Ale chcę usłyszeć tę piosenkę TERAZ.
— Ale ja nie jestem gotowy! — jęknął Marcin.
— Nieważne — założyła ręce na piersi. — Śpiewaj, wędkarzu.
Pół godziny później Marcin, czerwony jak rak, stał przed mikrofonem. Popłynęła piosenka z ich wesela. Fałszował, mylił słowa, gubił rytm, ale patrzył tylko na nią. Kasia poczuła, jak serce powoli mięknie.
Gdy skończył, podeszła i mocno go objęła.
— Idiota. Ale kocham cię.
— Nawet po czymś takim? — przytulił ją.
— Właśnie po czymś takim — uśmiechnęła się.
Później, w taksówce, Marcin wciąż przepraszał.
— Za to będziemy mieli historię dla wnuków — roześmiała się Kasia. — „Jak dziadek uciekł na ryby, a babcia złapała go na Instagramie”.
— Brzmi jak serial w TVN-ie — pocałował ją w czubek głowy. — Obiecuję, żadnych więcej niespodzianek.
— O nie — mrugnęła. — Następnym razem po prostu wymyśl lepszą legendę. Ryby we wrześniu są podejrzane.
— Zapamiętam — kiwnął głową Marcin. — A może jednak pojedziemy kiedyś na prawdziwe ryby? Paweł zaprasza.
— Pod jednym warunkiem — Kasia uśmiechnęła się chytrze. — Zaśpiewasz mi przy ognisku. Bez podkładu.
Marcin skrzywił się, ale się zgodził:
— Dobrze. Chociaż od mojego śpiewu ryby uciekną na drugi brzeg.
Oboje się roześmiali, a Kasia zrozumiała, że ta głupia historia tylko związała ich ze sobą jeszcze mocniej.
